
Nioh: Complete Edition
Historia cen
Ostatnie 36 miesięcy · aktualizacja codziennaCeny obejmują Steam i 39 autoryzowanych sklepów; uwzględniamy wyłącznie legalne, zweryfikowane oferty. Wykres pokazuje tygodniowe minima na całym rynku oraz oficjalną cenę Steam z ostatnich 36 miesięcy.
Historia cen jest zapisywana w dolarach. Pokazane kwoty przeliczono na PLN po kursie EBC z 2026-10-14 i mają charakter orientacyjny; to, ile faktycznie zapłacisz, widnieje na stronie sklepu.
01O grze Nioh: Complete Edition
William trafia do Japonii samurajów i jako samotny podróżnik walczy z wrogimi wojownikami oraz nadnaturalnymi yokai. Wersja Steam na PC stawia na brutalną walkę akcji. Ocena graczy: 78%% pozytywnych z 29 713 recenzji. Obsługiwane języki interfejsu: Chiński uproszczony, Chiński tradycyjny, Angielski, Francuski, Włoski, Niemiecki, Hiszpański, Japoński, Koreański, Polski, Portugalski, Portugalski (Brazylia) i Rosyjski. Premiera: 7 listopada 2017.
Twórcy
Najniższa cena z 36 miesięcy
≈ 16,38 zł2026-04-24 · GameBilletGra podstawowa · te same dane co na powyższym wykresie; historia w USD, nie regionalne minimum Steam.Obsługiwane języki
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Chiński uproszczony | Tak | Tak | — |
| Chiński tradycyjny | Tak | Tak | — |
| Angielski | Tak | Tak | Tak |
Pokaż jeszcze 10 języków
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Francuski | Tak | Tak | — |
| Włoski | Tak | Tak | — |
| Niemiecki | Tak | Tak | — |
| Hiszpański | Tak | Tak | — |
| Japoński | Tak | Tak | Tak |
| Koreański | Tak | Tak | — |
| Polski | Tak | Tak | — |
| Portugalski | Tak | Tak | — |
| Portugalski (Brazylia) | Tak | Tak | — |
| Rosyjski | Tak | Tak | — |
Dane wersji Steam na PC · 2026-10-15
02Zanim kupisz
Tryby i języki
Wersja Steam na PC ma kategorie dla trybu jednoosobowego i wieloosobowego, w tym kooperację. Dostępny jest angielski dubbing oraz napisy w obsługiwanych językach.
Zawartość
Complete Edition zawiera pełną grę oraz trzy dodatki: Dragon of the North, Defiant Honor i Bloodshed’s End.
03Często zadawane pytania
O czym jest Nioh: Complete Edition?
William, samotny podróżnik w Japonii samurajów, walczy z wrogimi wojownikami i nadnaturalnymi yokai.
Czy dostępny jest tryb wieloosobowy lub kooperacja?
Tak. Kategorie Steam na PC wymieniają tryb jednoosobowy, wieloosobowy i kooperację.
Co zawiera Complete Edition?
Edycja zawiera pełną grę oraz trzy dodatki z dodatkowymi rozdziałami fabularnymi.
“A Souls-like action RPG fusing Sengoku history with yokai fantasy, offering ki-management combat and dense loot progression across punishing, replay-worthy levels.”
Nasz werdykt
Is it worth dozens of hours? Yes — on the condition that you are willing to accept its temperament.
A Blade, Not a Crowd-Pleaser
Nioh Complete Edition is not the kind of all-rounder that everyone falls for on contact. It plays more like a blade honed to a fine edge: concentrated strengths, a vivid personality, awkward and abrasive in the wrong hands and very hard to set down once the grip clicks. The combat system is the absolute core. High difficulty, clearly defined rewards, and a steady churn of shifting foes and bosses keep the whole run locked in a state of constant engagement, where every encounter feels like it is asking a real question.
Exploration pushes that thrill one step further, tangling danger and secrets together so tightly that you are perpetually nudged into "one more try, one more look." The ki frame and stance system mean no exchange ever runs on autopilot, and the loot economy guarantees there is always a next build to test. This is a game that rewards curiosity and punishes complacency in equal, deliberate measure. The longer you stay with it, the more you appreciate how little of that difficulty is arbitrary; almost every wall it puts in front of you is teaching you something about its systems, and clearing that wall feels like mastery you actually earned rather than a number you out-leveled. That is the difference between a game that is merely hard and a game that is hard on purpose, and Nioh is firmly the latter.
The Trade-Offs and Where It Lands
Its visuals and art do not chase technical showboating; they instead sew Sengoku history and yokai fantasy into a genuinely effective atmosphere, one that serves combat legibility more than it serves postcards. The story is not top tier, and the lead carries a little less weight than he should — but the overall journey, the supporting cast, and the consistency of the narrative tone still carry you to the finish. The audio follows the same logic: it is not the main course, yet it is the layer of salt the dish cannot do without.
Against its closest rival, Sekiro: Shadows Die Twice, the contrast is instructive. Sekiro narrows combat to a single, exquisitely tuned parry rhythm — pure and razor-sharp, but narrow. Nioh trades that purity for breadth: multiple stances, randomized affixes, and guardian-spirit synergies open up a far wider space of viable approaches and long-term build progression. Where Sekiro perfects one answer, Nioh hands you a workshop of them, and which you prefer says a lot about what you actually want from a Souls-like.
Media scores land it squarely in the strong-but-not-flawless band — IGN's 9, an 88 on Metacritic, steady eights elsewhere — which matches its opinionated profile exactly. If raw narrative impact is what you prize above all, Nioh may not make your year-end list. But if you are hunting an action game that is well-built, mechanically hard, generously stocked, and possessed of a flavor entirely its own, it falls comfortably inside the recommended range. The time you sink in is not wasted. At worst, it is lost to something that earned it. Takes a beating that genuinely stings — but winning feels even better.
Popularne recenzje Steam
Wybór w języku recenzji · 10 recenzjiWybrane pomocne recenzje w tym języku zawierają zarówno rekomendacje, jak i krytykę. Nie odzwierciedlają ogólnego odsetka pozytywnych ocen; opinie dotyczą recenzowanej wersji.
Moja recenzja oparta jest na odczuciach z punktu widzenia laika, gracza niedoświadczonego w soulsy. Po pierwsze postać jest irytująco drewniana. Wybrałam do walki lekką broń - kusarigamę, żeby być szybka, zwinna i sprawna. Okazuje się, że podczas walki postać zanim wyprowadzi atak, zanim cała sekwencja ataku się skończy a ataku nie da się przerwać i zrobić unik przed atakiem wroga, mijają nieskończone 2 sekundy, w tym czasie wróg, unika i wyprowadza serię kilku ataków i wąchasz kwiatki od spodu:/ Na początku gry, kiedy jeszcze nie jesteś wyekspiony rzucanie czaru w bossa trwa również nieskończone 2 sekundy i nie da się przerwać tego rzucania w momencie kiedy on naciera na twoją postać, no i znowu zdychasz. Najbardziej to czuć przy szybkich bossach, spamujących seriami ataków. Można odblokować umiejętność izoteryczną, żeby rzucać zaklęcia natychmiast ale żeby ją wylewelować to trzeba przejść całą grę, a po co mi ona po ukończeniu gry? Do ogrania DLC, owszem ale nie każdy ma na to ochotę. Spodziewałam się, że w tej grze z tak wysokim poziomem trudności jaki oferuje i silnymi przeciwnikami, relacja pomiędzy siłą i zwinnością postaci a siłą i szybkością wrogów, będzie lepsza a jest piorunująco słaba i niesprawiedliwa. Ktoś by powiedział, bo soulsy takie są, że wrogowie mają gracza na jednego "hita" ale po co, w takim razie, lewelujemy postać? Po to, żeby przeciwnicy mieli nas na dwa "hity"? Ale o tym w dalszej części. W czasie misji zbiera się mnóstwo zbroi, broni i innych przedmiotów z różnymi statystykami, stylami gry, które zaśmiecają ekwipunek, celowo piszę zaśmiecają bo w obliczu większych przeciwników lub bossa nie dają spodziewanej obrony czy odporności na żywioły. Po przejściu gry, po wielu irytujących walkach, krwawych porażkach, frustrującej straty amrity (potrzebnej do lewelowania), nadal masz takie wyposażenie, że przeciwnicy mają cię na jeden cios. Po przejściu podstawki odblokowuje się nowy tryb, trudniejszy - "Droga Siły". Tu znajdujesz lepsze pancerze, broń i akcesoria ale poziom trudności jest o wiele wyższy niż twój poziom postaci, także dalej jesteś "na jeden cios", co prawda możesz wrócić na poprzedni tryb czyli na "Drogę Samuraja" - jest łatwiej ale tam niewiele zarobisz doświadczenia i pieniędzy. Na dalszych trybach gry, a jest ich 4, schemat obowiązuje ten sam. W ten sposób grę trzeba przejść 4 razy, a wszystko to w celu zdobycia kilku osiągnięć. Menu jest bardzo nieintuicyjne i niezrozumiałe i gdyby nie wyjaśnienia przyjaciela, to nie wiem ile musiałabym nagrzebać się w internecie, żeby zrozumieć cały interfejs. Co gorsze, nie ma możliwości ustawienia klawiszy akcji pod wygodny dla nas przycisk bo gra nie rozpoznaje bocznych przycisków myszy, powodem jest nieprawidłowe przeniesienie interfejsu z konsoli na PC, nawet opisy przycisków akcji (klawiatury i myszy) są pod pada. Różnorodne misje często rozgrywane są w tych samych lokacjach, autorzy nie postarali się o inną lokację dla każdej misji, a lokacje mnie kompletnie nie urzekły, często są ciemne, pokręcone, specjalnie utrudnione jakimiś dziurami w podłodze,wodą, ogniem, przepaściami a upadek=śmierć :/ Jednym zdaniem, lokacje w tej grze nie należą do najciekawszych. Rzuca to cień na odbiór klimatyczno-krajobrazowy. Spodziewałam się wielkiej przygody z piękną scenerią japońską a zastałam ciasne, powtarzające się klitki z mnóstwem potworów lub bossów do zabicia i ciężko zrozumiałą fabułą, a można było zrobić przepiękne scenerie japońskie, wtedy gra zyskałaby na odbiorze. Do tego grafika jest na średnim poziomie, taka no... do przyjęcia. Fabuła hmmm jest ale przez japońskie nazwy postaci, trudno się w niej połapać ponieważ ciężko zapamiętać kto jest kim. To może ja Wam skrócę tą fabułę: dobro/zło przy trudnych wyborach moralno-etycznych walczy ze złem/dobrem a nasz protagonista to irlandzki żeglarz, który stał się samurajem i został wciągnięty w tą walkę, jak myślicie kto i co wygra? Hyhy, to tak z przymrużeniem oka;) A tak nawiasem mówiąc, prawdziwa rozgrywka zaczyna się po ukończeniu podstawki bo dopiero wtedy zdobywa się boskie przedmioty, dające żenująco "większą" obronę i zadawane mierne obrażenia, a przy posiadaniu wszystkich DLC można zdobyć wszystkie osiągnięcia. No i sobie gram... wyposażona w boskie ulepszone u kowala opancerzenie i boską ulepszoną również u kowala broń i co? I też mają mnie na jednego hita... to po co to lewelowanie i zdobywanie tych wszystkich pancerzy, broni, umiejętności? Po 200 godz. gry, przeciwnicy mają mnie na jednego hita! Pełna frustracja! Kolejny minus tej gry jest następujący: żeby trafiać swoimi atakami przeciwnika trzeba go zaznaczyć ale jeśli jest ich kilku, kamera sama się przełącza z jednego na drugiego na trzeciego przez co ataki nie trafiają w ani jednego. Jest to tak irytujące i utrudniające walkę, że odechciewa się grać. Dodatkowo jeśli znajdziesz się w ciasnym pomieszczeniu z 10 silnymi wrogami, a twórcy z rozmiłowaniem robią to na każdym kroku, to w pole widzenia wchodzą ściany, drzwi, sufit i inne elementy scenerii. I jeszcze taki mały szczegół ale też bardzo irytujący, jeśli nasza postać lub wróg znajduje się na jakimś przewyższeniu terenu, to niestety ataki są niecelne, ech. Następny feler dotyczy gry w kooperacji. Zapraszamy znajomego i możemy razem grać ale chramy (kapliczki zapisu) nie odnawiają eliksirów leczniczych ani zaklęć, przywracają jedynie część paska życia, bowiem można grać razem ale z ograniczoną ilością zgonów (ok. 7 zgonów na misję). Jest też możliwość zaproszenia znajomego ofiarowując kubeczki ochoko ale przy każdym zgonie trzeba ponownie je ofiarować i zacząć misję od nowa. W grze solo natomiast przy każdym zgonie, odradzamy się przy kapliczce i odnawiamy czary i eliksiry. A w otchłani przyzywasz znajomego, żeby było łatwiej ale łatwiej nie jest bo zamiast jednego bossa pojawia się dwóch bossów.... a poziom otchłani rośnieeee ee ale żeby wyekspić się dość dobrze, to trzeba spędzić w tej grze 500 godz. ... albo pół życia... no trochę przegięcie ze strony twórców. Podsumowując, postać drewniana i powolna, lewelowanie postaci i przekuwanie najlepszego opancerzenia i broni nie dają satysfakcji, niejasny interfejs, te same nieklimatyczne i nieatrakcyjne lokacje dla różnych misji, fabuła ciężka do połapania się, przełączająca się kamera między przeciwnikami, nieskuteczne ataki na podwyższeniu terenu, gra multi ma ograniczone możliwości. Zapomniałam o plusach... yyy chyba tylko ogrywanie tej gry ze znajomym. W mojej ocenie 4/10.Pokaż więcejPokaż mniej
Gra, która bardzo mi się podoba i wciągnęła mnie na wiele godzin, co zresztą można łatwo sprawdzić. Natomiast mam mieszane uczucia co do tego, czy ją polecić. Jeśli więc zastanawiasz się nad kupnem i zagraniem, spróbuj doczytać mój tekst do końca, w którym opiszę wszystkie zalety i bolączki Nioh. Japońskie Soulsy Dark Souls wyznaczyło nowe trendy w gamingu, okazało się bowiem, że ludzie jednak lubią trudne gry. Gry Souls-like to już niemal osobny gatunek i mnożą się bardzo szybko. Nioh jest jedną z nich. Aby rozwijać naszą postać potrzebujemy Amrity, którą gromadzimy zabijając przeciwników. Jeśli zginiemy tracimy ją całą i mamy jedną szansę na odzyskanie – musimy dotrzeć do miejsca naszej śmierci nie popełniając żadnego błędu. Jeśli zginiemy ponownie (co nie jest trudne), tracimy naszą walutę na zawsze. Czyli typowa soulsowa mechanika. Natomiast sam Nioh jest jednak bardziej podbny do Bloodborne – bardziej dynamiczny niż Soulsy, bardziej zręcznościowy. Dla niektórych będzie więc on łatwiejszy od Soulsów, dla innych trudniejszy. Warto zaznaczyć, że najlepszy jest tutaj klimat. Gra toczy się w Japonii – czasach Edo. Niemal każda postać występująca w grze jest postacią historyczną, a demony z którymi się mierzymy są odzwierciedleniem Japońskiej mitologii i ludowych wierzeń. Odwiedzamy też miejsca dawnych bitew, świątynie uważane za nawiedzone, a w trakcie wczytywania gry możemy przeczytać, co wydarzyło się w Japonii w miejscu, do którego właśnie zmierzamy. Świetne nieprawdaż? Dodatkowo nasza postać to nikt inny, jak inspiracja „shoguna” czyli pierwszy Anglik, który dotarł do Japonii i został samurajem. Aczkolwiek ścieżek rozwoju mamy całe mnóstwo. Zamiast samurajem możemy zostać też ninja, czy magiem onmyo. Duży rozmach, a niski budżet W grze widać ile wysiłku i serca oddali jej twórcy. Każdy najmniejszy element ma tu sens i uzasadnienie. Fabuła jest średnia, ale długa. Regionów Japonii jakie odwiedzamy jest całe mnóstwo. Kto by pomyślał, że gra zrobiona była z naprawdę niskim budżetem? Cóż myślę że każdy to sobie pomyśli,widząc koszmarne tłumaczenie, które nie raz wprowadzi nas w błąd, czypodobieństwa lokacji między sobą. Jak w kilku kolejnych regionach zacznie rozpoznawać te same pęknięte ściany, te same chatki i domki, tych samych wrogów. Nawet bossowie są jak odgrzewane kotlety. Sztucznie wydłużona gra każe farmić na misjach pobocznych, albo dodając dodatkową misję główną, w której ponownie zmierzamy się z dwoma przeciwnikami, jakich zabijaliśmy kiedyś tam osobno na koniec lokacji. Wtedy zaczyna dopadać nas zmęczenie i zniecierpliwienie. Bo ile można? Projekty lokacji są naprawdę biedne. Może 2-3 lokacje wyróżniają się czymś szczególnym. Nie będziemy zaskoczeni, nie będziemy zaciekawieni, a całe lokacje da się też przebiec (o ile wie się gdzie biec) nie musząc znikim walczyć oprócz bossa co jest już wyjątkowo głupie. A wrogowie w nowych lokacjach będą wyglądać tak samo, zachowywać się tak samo z może dodatkową jedną sekwencją ruchu, tylko będą mieć pomnożoną siłę ataku i więcej życia. Na początku gry więc będziemy zachwyceni, a po 10h będziemy mieli ochotę rzucić to w cholerę. Musicie więc sami zadecydować na ile przeszkadza Wam grind i to o czym piszę. Poziom trudności niczym górska kolejka Kolejną przykrą sprawą jest nierówny poziom trudności. Na początku dostajemy obuchem możliwości w łeb. Nie tylko silne i szybkie ataki, ale też średnie, niskie, wysokie. 8 rodzajów broni, każda może mieć dodatkowe obrażenia od żywiołów, od znajomości, od mnożników ataku, od setów. W dodatku dla każdej mamy dosłownie całą tablicę umiejętności combosów, i ataków specjalnych, a każdą taką umiejętność możemy przypisać wysokości ataku. Jak dochodzi znajomość magii i ninjutsu to już w ogóle nie wiadomo w co ręce włożyć. W dodatku ciągle jesteśmy zaskakiwani przez przeciwników pojawiających się znikąd. Bossowie są cholernie trudni zanim dojdziemy do tego co z czym łączyć, a potem…. Potem uzyskujemy talizman gnuśności, bez którego czasem przejście bossa jest nierealne, a z którym przejście bossa jest za łatwe. Nie ma nic pośrodku. W dodatku w grze jest coś takiego jak ładowana zdolność ducha opiekuńczego, która wzmacnia nasze ataki i sprawia, że jesteśmy nieczuli na ataki wroga. Jeśli ktoś pójdzie w statystyki swojego opiekuńczego ducha w zasadzie każdego bossa może pokonać za jednym podejściem, co kompletnie niszczy tą grę! Bossowie też nie są poukładani od najłatwiejszego do najtrudniejszego. Jeden z końcowych bossów jest łatwiejszy od początkowego. Jakoś w środku gry robi się znowu trudniej, kiedy przeciwnicy są naćkani na sobie, albo zaczynają skutecznie nas blokować. Jednak zanim do tego doszłam miałam chwilę załamania i byłam tak znudzona, że nie sądziłam, że jeszcze wrócę. Dodatkowo nudzi fakt, że bardzo trudno jest o niektóre sety. Pod koniec gry w zasadzie dostajemy możliwość zrobienia kilku, a i tak nie wszystkich. Zabrana jest więc frajda dobierania buildu. Schematy kowalskie wypadają zbyt rzadko, a każdy gracz zaczyna tworzyć postać na jedną modłę. Raz jeden spotkałam ninję, ani razu nie spotkałam maga. Szkoda, niewykorzystany potencjał. Więc czy warto? Nadal przechodzenie tej gry daje dużą satysfakcję. Nawet kiedy bossowie brani są na raz, bardzo ciężko jest przedrzeć się przez lokację pełną zwykłych, acz przeraźliwie silnych przeciwników, którzy potrafią nawet spaść nam na nos zabierając ¾ życia. Jako fanka Japonii polubiłam tą grę strasznie. Jednak potrafi znudzić, zirytować i zmęczyć monotonią. Jeśli jesteś w stanie wybaczyć grę rutynie i bawić się samymi mechanikami walki – kup. Jeśli oczekujesz od gry czegoś więcej to nioh nie jest dla Ciebie.Pokaż więcejPokaż mniej
Nie wiem w którym miejscu zacząć, gra jest tak cholernie nie równa że cieżko jest być obiektywnym, ale spróbuje. Fabuła wydaje się być w porządku, ale gra ma totalnie w dupie czy ogarniamy o co chodzi. Mechanika walki to cud miód malina, daje tyle możliwości, że pomysły się nie kończą. Podstawowa gra daje sobie radę z miarkowaniem poziomu trudności, choć zdarzają się misje w których zasypuje nas chorymi ilościami przeciwników i musimy ogranąć się w tym totalnym chaosie, a nie wspomne już o endgame'owych zadanaich gdzie często bijemy się z 2 bossami na raz, albo z jednym po drugim. NIestety nie ma tu otwartego świata, ale przeciwnicy i lokacje są fajnie zaprojektowane i mimo że część misji dzieje się w tych samych rejonach to mamy inaczej poukładane ścieżki, a także przeciwnicy znajdują się w innych miejscach, a często nawet są podmieniani na innych. A jak już jestem przy przeciwnikach i lokacjach, do połowy gry jest OK, ale później każda lokacja to zlepek tych samych chatek, korytarzy, jaskiń, plaż itd... Tak samo z przeciwnikami, ba nawet niektórych bossów bedziemy bić po kilka razy. Muzyka i udźwiękowienie szału nie robi, ale nie przeszkadza. System lootu jest strasznie podobny do diablo, czyli gra sypie sprzętem na prawo i lewo, a później musimy w tym siedzieć i oddzielać złom od reszty. U kowala możemy zmieniać właściwości wyposażenia, podnosić poziom, zmieniać wygląd i wykuwać własne rzeczy, oczywiście z losowymi statystykami i procentowo zwiększaną (w zależności od tego jak rzadkich materiałów użyjemy) rzadkością. Online jest praktycznie martwy, na przeciwnika/sojusznika czekamy od 20 do 60 minut. W tym miejscu kończe recenzje podstawki, i gdyby nie dlc to ocena byłaby pozytywna, ale teraz przejdę do DLC. Największy zarzut jaki mam do DLC (Jeśli chcemy je rozpocząć od razu po ukończeniu podstawki), to to że obrażeniami które zadajemy/otrzymujemy w DLC gra sugeruje nam grindowanie starych misji z podstawki, żeby wbić kilkadziesiąt lvli i zdobyć lepszy sprzęt, co mówi samo przez się, że tutaj bardziej chodzi o cyferki niż umiejętności (Ja sam nie grindowałem lvl'a i przechodziłem misje z 50-60 lvl'ami różnicy), zwykłe kmioty ściągają nas na strzała gdzie my bijemy im tyle co nic, a nie wpomne już o bossach, które w dlc są o wiele trudniejsze niż w podstawce i mają cały arsenała one shotujących nas ataków, a walka z nimi niekiedy trwa nawet 10 minut. Co do lokacji w dlc jest tak samo jak w podstawce, niby fajne ale wszystko zaczyna się powtarzać. Chciałbym polecić tą grę, ale za dużo rzeczy mi w niej nie odpowiada. Mimo wszystko jeśli ktoś lubi action rpg z ciekwaym światem i fajną mechaniką walki, to gra jest warta chociaż jednego przejścia, ale uwaga, bo jest dosyć długa.Pokaż więcejPokaż mniej
Ukończenie głównego wątku fabularnego wraz z jego wszystkimi misjami pobocznymi, zajęło mi 101 godzin. W tym czasie zaliczyłem 830 zgonów, wybiłem prawie 6 tysięcy przeciwników i osiągnąłem 130 poziom postaci. Grało się naprawdę przyjemnie, mimo że nie jestem fanem gatunku i jest to pierwszy sous-like który wessał mnie na poważnie. Pozostało do zrobienia jeszcze trochę misji z DLC i można brać się za Nioh 2, który już czeka w bibliotece. Oby Steam Deck to wszystko wytrzymał...Pokaż więcejPokaż mniej
Jak dla mnie totalne rozczarowanie. Przeszedłem trzy części Soulsów, Lords of the Fallen i The Surge - było ciężko ale sprawiedliwie. Natomiast w Nioh - czyste dziadostwo. Brak wsparcie dla myszy - pad rozpisany na klawiatrę - brak mozliwości edycji obłożenia klawiszy. Przycisk do namierzania i śledzenia wrogów pod B - trzeba miec ręce pianisty, żeby sięgnąć, jednocześnie walcząc i poruszając postacią. Klawisze skrótów dla przedmiotów pod klawiszami kierunkowymi - patrz jak wyżej. Sterowanie kamerą rozpisane na sześć klawiszy - masakra. Wniosek: bez pada nawet nie ma co tykać. Mechanika - całkiem niezła z jednym wyjątkiem - nie da sie magazynować amarity - tzn. nie da sie ich magazynowac w kapliczkach - cały czas nosisz ją ze sobą (chyba, że jest coś na co nie wpadłem). Jeżeli zginiesz - całość amarity zostaje przy duchu opiekuńczym - i tutaj zagwozdka. Jeżeli zginiesz w drodze do "grobu" - tracisz punkty znajdujące sie przy grobie ale także wszystkie te, które nazbierałeś idąc w jego kierunku. Kto to wymyslił? Zabija to możiwość rozwoju postaci - jedynym wyjściem jest grind wokól świątyni bo strach iść gdzieś dalej. Kowalstwo i tworzenie przedmiotów? Po co? Zaraz znajdujesz przedmiot zwykły - najczęściej bijący na głowę statystykami ten twój - szczególny bo "fioletowy" Jestem przed drugiem bossem i nawet nie mam gdzie dokupić przedmiotów leczących. Sam boss potrafi zabic jednym, nieblokowalnym atakiem - musi udac się unik- bo jak nie to gleba.....itd...itd. Problemów technicznych, crashy - nie zliczę. Mój sprzet spełnia zalecane wymagania, więc....Po pierwszych cholernie pozytywnych wrażeniach mam ochotę strzelić twórców w pysk za zmarnowany potencjał. To mógłby być świetny tytuł na PC.Pokaż więcejPokaż mniej
Poziom trudności, poziomem trudności, ale żeby przechodzić tą gre na klawiaturze trzeba być Hardcorem! A tak na poważnie, gra jest świetna, momentami frustrująca ale idzie z tego czerpać satysfakcjie po ubitym bossie. ps. gram na klawiaturze :DPokaż więcejPokaż mniej
Jestem fanem "Soulsów" przeszedłem II i III oraz Lords of the Fallen i dlatego Nioh znalazł się na mojej liscie. Kupiłem i .....totalna porażka. Pomimo spełnienia wymagań minimalnych, gra się nie uruchamia (black screen po kliknięciu na "uruchom grę"). Nie działało nic (uruchomienie na minimalnych wymaganiach, wyłączenie antywirusa etc). Widać że nie tylko ja miałem z tym problem (wystarczy wejść na forum Steam'a i wpisać "black screen"). Mogę zrozumieć że przy porcie na PC pojawiają się problemy ale....skandalem (moim zdaniem) jest że oficjalna strona wsparcia (sugerowana za pośrednictwem Steam'a jest po japońsku), a z kolei strony wsparcia zamieszczone w plikach gry, odsyłają do stron Sony, które z kolei wymagają konta na PSN....jakaś totalna porażka. Bardzo żałuję że nie mogłem zagrać w Nioh, ale przy takim podejściu do klienta - nie polecamPokaż więcejPokaż mniej
W sumie określenie "Dark Souls, tylko w klimatach Japonii" jest tu dość adekwatne. Jest jakaśtam fabuła, że niby nasz bohater miał swojego ducha-opiekuna, którego porwał zły czarodziej, po czym nawiał do Japonii, no więc wyruszamy szukać dziada. Wszystko dzieje się w czasach feudalnej Japonii, więc oczywiście miecze, topory, łuki i inne takie są w użyciu (no i piszczały czy inne tam strzeladła z tamtego okresu). Generalnie połowę jakiegośtam pitolenia przewijałem, bo w tego typu gierce fabuła mało mnie interesuje. Jedyne na co zwróciłe uwagę, to, że nasz bohater cały czas nawija po angielsku, a wszyscy inni po japońsku. No i rozumieją się oczywiście, co wygląda trochę komicznie. Szczególnie jak których z bohaterów próbuje mówić NAJBARDZIEJ stereotypową wersją angielskiego wypowiadanego przez Japończyka jak to tylko możliwe. No myślałem, że z krzesła spadnę. Odnośnie zaś samego gameplayu, jest tu bardzo podobnie jak w serii Dark Souls, a jednak wszystko jest bardziej rozbudowane. Mamy kilka kategorii broni - miecze, katany, tonfy, topory i tak dalej. W każdej kategorii zdobywamy "znajomość". Chyba, żeby zadawać większe obrażenia czy coś, w sumie nie wiem. Do tego każda dzierżona przez nas (konkretna sztuka) broń, ma swój własny pasek znajomości, który podbija obrażenia zadawane danym orężem. Do tego każde z owych siekadeł (i strzeladeł) ma swoje właściwości, typu "zdobywyane złoto +x" i takie tam. Tak samo pancerze mają swoje dodatkowe cechy, ale już nie posiadają paska znajomości. Pancerzy nie dzielimy ze względu na kategorię (lekka/średnia/ciężka), aczkolwiek wynika to po prostu z ich wagi i tyle. Żeby dzierżyć cięższe pancerze musimy po prostu mieć możliwości takowego udźwigu + statystykę znajomości (żeby odblokować wszystkie specjalne cech). Walka też wygląda tu dość znajomo, ale znowu nie do końca. Mamy słaby i silny atak, które łączą się w proste jednoprzyciskowe kombosy. Dodatkowo z czasem zdobywamy kolejne "punkty samuraja" (niezależne od poziomu postaci), które możemy wydawać na nauczenie się dodatkowego ciosu naszą ulubioną bronią (ja na przykład bardzo polubiłem "na koniec serii ciosów słabych, zadaj cios silny", czyli takie łączenie rodzajów ataków). Dla urozmaicenia mamy jeszcze postawy. I to jest bajer, który dziwnie brzmi w teorii, ale w grze sprawdza się świetnie i od razu "siada". Mamy postawę niską, średnią i wysoką. Odpowiednio pozwalają one na słabsze/szybsze, 'zwykłe', mocne/wolne ciosy. Wspomniane punkty samuraja możemy właśnie wydać na przykład na łączenie ciosów ze średniej i wysokiej postawy, co pozwala na ciekawe kombosy. Zamiast staminy mamy tutaj energię KI. Działa oczywiście tak samo jak w serii DS (tracimy za zadawanie ciosów, blokowanie ich gardą czy robienie uników), ale ma dodatkowy bajer, który sprawia, że gdy w odpowiednim momencie po wykonanym ataku, naciśniemy przycisk odpowiadający za zmianę postawy, możemy odzyskać sporą część zużytej energii. Ma to jeszcze inne zastosowania w rozgrywce, ale nie chcę przesadzać z referowaniem. Mamy tutaj też różnego rodzaju magię, która działa tak samo jak bodajże w pierwszej części DS - czyli przypisujemy sobie odpowiednie czary przy 'ognisku', a potem mamy określoną liczbę ich użyć. Oczywiście tyczy się to magii odblokowanej przy użyciu specjalnych punktów maga (adekwatne do punktów samuraja), bo są też czary używane przy pomocy zwojów, gdzie ograniczeni jesteśmy tylko ilością posiadanych przy sobie przedmiotów. Jeszcze odnośnie walki, mamy tutaj Duchy Opiekuńcze czyli gdy nabijemy specjalny pasek "mocy", możemy odpalić sobie przypisanego do nas ducha (można zmieniać przy "ognisku"), co sprawi, że chwilowo będziemy nieśmiertelni, nasze ataki będą wykonywane trochę inaczej, oraz będą zadawać dodatkowego obrażenia od przypisanego do ducha żywiołu. Odnośnio samych "ognisk" - zamiast nich mamy tutaj Chramy, ale znowu, działają PRAWIE tak samo jak ogniska w Dark Souls, więc jeden pies jak się to nazywa. Słowo prawie pojawiło się w poprzednim zdaniu, bo owe Charmy oferują o wiele więcej. Poza standardowym wbijaniem levelu, wspomnianym przygotowywaniu zaklęć ("jutsu") i przypisaniem Ducha Opiekuńczego, możemy tutaj też przejść w tryb online, oddać część naszego ewkipunku bóstwom (dostajemy za to Amritę, czyli odpowiednik dusz z Dark Souls oraz jakieśtam losowe itemki), bo mamy limit ile rzeczy możemy przy sobie nosić (bodajże 500). Są też błogosławieństwa, czyli drobne bonusy, które możemy uruchomić dla danego regionu, pod warunkiem, że wcześniej znaleźliśmy małe zielone ludziki, które do chramu odesłaliśmy. A no właśnie, Regiony. Tutaj widzę chyba największą różnicę względem Dark Souls. Gra podzielona jest na misje. Jest to o tyle irytujące, że pomiędzy kolejnymi misjami zostajemy troche wybici z rytmu, a w świecie nie czuć jakiejś takiej spójności między kolejnymi lokacjami. W grze mamy kilka regionów, a każdy region to kilka misji. Misje możemy dowolnie powtarzać, lub uruchamiać "zadania poboczne" celem zdobycia jakiegoś nowego bajeru albo po prostu podbicia levelu. Największym problemem jakie daje to rozwiązanie jest to, że jeśli utkiemy w jakiejś lokacji (np. gdy boss okaże się za trudny), to nie mamy możliwości wrócić i podbić level, bo za anulowanie zadania tracimy całą posiadaną Amritę (chyba, że mamy specjalny przedmiot). Podzielenie gry na misje pozwoliło też twórcom wprowadzić pewną powtarzalność lokacji - konkretne lokacje możemy odwiedzać kilka razy, w różnych misjach, gdzie zmierzymy się z innymi przeciwnikami, innym 'zadaniem' czy też odwróconą kolejnością zwiedzania lokacji (np. zaczynamy na końcu lokacji i musimy się cofnąć do początku). Osobiście średnio polubiłem to rozwiązanie, bo często było problematyczne (szczególnie gdy odpaliłem misję poboczną, która po prostu okazała się przytrudnawa). Generalnie grę oceniam jednak na plus, powiedziałbym, że jest to soulslike lepszy od samego Dark Souls; gameplay jest ciekawsze, przeciwnicy zróżnicowani, a poboczne bajery bardziej interesujące. No i jak kogoś to interesuje, fabuła jest mocno zarysowana, a w drobnych smaczkach czuć, ze grę robili ci sami ludzie co Ninja Gaiden. Na sam koniec wspomnę o problemie ze 'śliskimi' krawędziami, przez co kilkukrotnie zdarzyło mi się zginąć od upadku w przepaść/do wody, tylko dlatego, że tam gdzie myślałem, że mogę zrobić krok, zrobić go nie mogłem, a mój bohater ześlizgiwał się w śmiercionośną otchłań.Pokaż więcejPokaż mniej
Może i gra jest brzydka, ale za to powtarzalna i nudna. Jak twierdzisz, że to jest lepsze od Soulsów to powinieneś się przebadać.Pokaż więcejPokaż mniej
Źródło: oryginalne recenzje użytkowników Steam. Głosy pomocności to archiwalny zapis, nie dane na żywo. Ostatnio zebrano: 15.08.2026.