

Life is Strange: Before the Storm
Historia cen
Ostatnie 36 miesięcy · aktualizacja codziennaCeny obejmują Steam i 39 autoryzowanych sklepów; uwzględniamy wyłącznie legalne, zweryfikowane oferty. Wykres pokazuje tygodniowe minima na całym rynku oraz oficjalną cenę Steam z ostatnich 36 miesięcy.
Historia cen jest zapisywana w dolarach. Pokazane kwoty przeliczono na PLN po kursie EBC z 2026-10-13 i mają charakter orientacyjny; to, ile faktycznie zapłacisz, widnieje na stronie sklepu.

01O grze Life is Strange: Before the Storm
Life is Strange: Before the Storm to trzyczęściowa przygodówka narracyjna, której akcja rozgrywa się trzy lata przed pierwszą grą. Jako Chloe Price nawiązujesz niezwykłą przyjaźń z Rachel Amber, podejmując decyzje i mierząc się z ich konsekwencjami. Gracze Steam oceniają grę pozytywnie w 93%% z 33 520 recenzji. Data premiery: 31 sierpnia 2017. Obsługiwane języki interfejsu: Chiński uproszczony, Angielski, Francuski, Włoski, Niemiecki, Hiszpański i Portugalski (Brazylia).
Twórcy
Najniższa cena z 36 miesięcy
≈ 13,26 zł2026-06-17 · GOGGra podstawowa · te same dane co na wykresie powyżej; historia w USD, nie regionalne minimum Steam.Obsługiwane języki
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Chiński uproszczony | Tak | Tak | — |
| Angielski | Tak | Tak | Tak |
| Francuski | Tak | Tak | — |
Pokaż jeszcze 4 języków
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Włoski | Tak | Tak | — |
| Niemiecki | Tak | Tak | — |
| Hiszpański | Tak | Tak | — |
| Portugalski (Brazylia) | Tak | Tak | — |
Dane wersji Steam na PC · 2026-10-15
02Przed zakupem
Sterowanie i języki
Wersja Steam na PC oferuje pełną obsługę kontrolerów. Angielski ma pełny dubbing, a pozostałe obsługiwane języki — napisy.
Epizody i wybory
Historia składa się z trzech epizodów i ma wiele zakończeń zależnych od wyborów.
03Często zadawane pytania
O czym opowiada historia?
Wcielasz się w szesnastoletnią Chloe Price, trzy lata przed wydarzeniami z pierwszej gry. Ważnym wątkiem jest jej nieoczekiwana przyjaźń z Rachel Amber.
Czym jest Backtalk?
Backtalk pozwala Chloe używać ryzykownych, ciętych odpowiedzi, by prowokować rozmówców lub postawić na swoim.
Czy wybory wpływają na zakończenie?
Tak. Wybory wpływają na fabułę, która ma wiele zakończeń.
Popularne recenzje Steam
Wybór recenzji w języku oryginalnym · 10Wybrane pomocne recenzje w tym języku zawierają zarówno pochwały, jak i krytykę. Nie odzwierciedlają ogólnego odsetka pozytywnych ocen; opinie dotyczą recenzowanej wersji.
Life is Strange: Before the Storm Ocena opisowa Przed zakupem gry zastanawiałem się, czy faktycznie warto - inni twórcy (Deck Nine zamiast Dontnod), bohaterka bez mocy cofania czasu, i tak dalej. Jednak wciąż to pozostaje takie samo Life is Strange, jakie znamy i kochamy. Klimat jest perełką tej gry, muzyka, pastelowe kolory świata, mechanika... Coś niepowtarzalnego. I naprawdę to jest Life is Strange na jakie czekałem. I powiem wam, że moc cofania czasu to nie wszystko. Tutaj główną rolę gra podejmowanie decyzji, relacja z innymi postaciami, interakcja ze światem. Także podoba się zmiana mechaniki dokonywania wyboru z przesunięcia myszką na klawisze WASD i opcja pyskowania. Teksty Chloe są bezbłędne. Wielki ukłon za zabawę uczuciami gracza, zwłaszcza przy końcówce pierwszego epizodu. I teraz pozostaje najgorsze - czekanie na kolejny epizod. Ocena ogólna Fabuła 98/100 Grafika 95/100 Dźwięki/muzyka 100/100 Postacie 97/100 Klimat Wyjebało poza skalę Stosunek jakość/cena 87/100 100/100Pokaż więcejPokaż mniej
Mimo iż dobrze się grało jest duży niedosyt. Gra bardzo krótka i nie ma tego czegoś co było tak wspaniałe w 1 części. Kończysz grę i myślisz "To już koniec? Tylko tyle?". Wybory nie mają praktycznie żadnego znaczenia na główny zarys gry. Emocji w tej grze niestety nie doświadczymy tak jak w 1 częściPokaż więcejPokaż mniej
Kiedy Chloe poznała Rachel - Life is Strange: Before the Storm Uwaga - tekst zawiera śladowe ilości spoilerów dotyczących sequela. Jeśli nie grałeś/aś jeszcze w Life is Strange, a zamierzasz, pomiń dwa ostatnie akapity. Należę do zapewne licznego grona osób, które po Life is Strange chciały poznać bliżej Chloe Price i zobaczyć na własne oczy, jak wyglądała jej znajomość z Rachel Amber. W 2017 roku mrzonka o osobnej grze przeszła do rzeczywistości, gdyż studio Deck Nine Games postanowiło wziąć pod swoje skrzydła projekt Life is Strange: Before the Storm. Zapowiedziano trzy epizody (wiem, wiem, chciałoby się więcej...), które ukazały się kolejno 31 sierpnia, 19 października i 20 grudnia. Ponieważ nie jestem zwolenniczką pisania recenzji gier nieukończonych, postanowiłam poczekać z wydaniem opinii, póki na ekranie nie pojawią się napisy końcowe ostatniego odcinka. Dzięki temu mogłam poukładać sobie w głowie wszystko to, o czym napiszę poniżej, więc zachęcam do czytania i komentowania. Arcadia Bay, stan Oregon, maj roku 2010. Chloe Price ma 16 lat i zmaga się z wieloma przeciwnościami losu: problemami w domu, problemami w szkole, porzuceniem przez wieloletnią przyjaciółkę i żałobą po ojcu, który zginął w wypadku samochodowym. Nastolatka bardzo chce być "cool", aby przykryć emocje tłamszone w środku, ale nie ulega wątpliwości fakt, że jest osobą bardzo samotną i wywołującą konflikt wszędzie, gdzie się pojawi. W pierwszym epizodzie pt. "Awake" dziewczyna wymyka się na koncert zespołu Firewalk, gdzie konfrontuje się z dwoma niesympatycznie wyglądającymi mężczyznami, a później zostaje ocalona przed bójką przez Rachel Amber. Dziewczęta znają się przelotnie ze szkoły, ale nic ich nie łączy. Spędzają przyjemny wieczór przy ulubionej muzyce, a następnego dnia okazuje się, iż bawiły się przednio, sądząc po wspólnym zdjęciu i komentarzach. Znajomość Chloe i Rachel zaczyna się bardzo niepozornie, ale wkrótce spotykają się znowu i szybko zostają bratnimi duszami. Oczywiście Rachel, jako ta lubiana i popularna dziewczyna z Blackwell Academy, przez długi czas onieśmiela Chloe, ale przełamywanie lodów idzie im wyjątkowo dobrze. Myślę, że aż za dobrze, bo wszystko toczy się w ekspresowym tempie, a epizody nie serwują przeskoków w czasie - na całą fabułę przeznaczono jakieś trzy dni. Po wydarzeniach takich jak próba teatralna i przejażdżka w wagonie towarowym, nastolatki udają się na punkt widokowy Arcadii Bay i stamtąd obserwują ludzi, wymyślając rozmaite scenariusze. Nastrój Rachel ulega pogorszeniu, gdy zauważają pewnego mężczyznę całującego się z jakąś kobietą. Jest to wstęp do większej tajemnicy, a Chloe odegra olbrzymią rolę w jej odkryciu, a później zadecydowaniu, co zrobić ze swoją wiedzą. Gorzej, że przez wściekłość Rachel podpala w parku zdjęcie, a ogień wymyka się spod kontroli i Arcadię Bay zaczyna trawić pożoga o horrendalnych rozmiarach. W przeciągu tych trzech epizodów dzieje się wiele. Dużą uwagę przykuto do tego, jak źle Chloe znosi związek swojej mamy z Davidem. Każdy rozdział gry to szansa na kłótnię i sprawienie przykrości Joyce. Kobieta daje znaki, że chce ruszyć dalej po śmierci męża, ale jej córka nie jest gotowa na pogodzenie się z przeszłością. Świadczą o tym realistyczne sny, w których nastolatka spotyka się z ojcem, a ich rozmowy mieszają dziewczynie w głowie, bo kiedy zyskuje wiarę, że duch Williama ją naprawdę nawiedza, zaraz po tym nadchodzi zwątpienie i przekonanie o tym, iż to tylko wymysł wyobraźni. Przyznaję, że te sceny są zrealizowane wyśmienicie i kilka razy zjeżył mi się włos na głowie. Ogólnie rzecz biorąc, to kadry w tej grze i to, jak kamera uchwytuje pewne rzeczy, są na wysokim poziomie. W grze pojawia się kilka znanych osób z Life is Strange, między innymi diler Frank i złośnica Victoria. Ale przedstawiono także nowych bohaterów oraz miejsca, jakich nie dane było ujrzeć w sequelu. Chloe oczywiście pojawia się też w lokalizacjach odwiedzanych z Max: w szkole, na widoku przy latarni czy wysypisku śmieci. Ważnym aspektem gry jest podejmowanie decyzji. Gracz decyduje nie tylko o dialogach, ale i o większych rzeczach, takich mogących wpłynąć później na całą rozgrywkę oraz zakończenie. Ponadto twórcy wprowadzili "Backtalk", co oznacza po polsku pyskowanie. Dzięki temu Chloe może wpłynąć na kogoś, aby przekonać go do swojej racji, a może to zrobić agresywnie albo w nieco bardziej ucywilizowany sposób. Przyznam, że to rozwiązanie wypadło rewelacyjnie, bo gracz otrzymuje możliwość rozwinięcia charakteru Chloe na kilka sposobów. Do sterowania i wyborów dochodzi eksploracja otoczenia, a polecam klikać na każdy możliwy przedmiot i zaglądać wszędzie, bo wszystko to dodaje coś do historii, no i Chloe w różnych miejscach może wykonywać graffiti (a to się przekłada na osiągnięcia). Natomiast pod klawiszem TAB w jednej z zakładek znajdują się niewysłane listy Chloe do Max i je też warto poczytać, bo momentami są przepełnione żalem, a niekiedy przybierają zupełnie obojętny ton. Duży plus upatruję również w pokazywaniu gdzieniegdzie jelonków, kruków i wiewiórek, a wiadomo, że w Life is Strange ci duchowi opiekunowie zwierzęcy przewijali się często i stanowili podwaliny do rozmaitych teorii. Life is Strange: Before the Storm niektóre teorie obala, ale czy na pewno objaśniono wszystko? Jeśli chodzi o postać Rachel, to początkowo byłam nieco rozczarowana, a to za sprawą wyidealizowanego obrazu kogoś, kto ostatecznie okazał się osobą bardzo… zwyczajną. W Life is Strange była wspominana albo ciepło, albo z zazdrością, ale z jakiego powodu każdy chciał się z nią tak usilnie kolegować czy też uważał ją za najfajniejszą dziewczynę w Arcadii Bay? Rachel okazała się niestabilną emocjonalnie nastolatką, nieco obrażalską i skłonną do manipulowania innymi. Bo odniosłam takie wrażenie, że w Chloe spodobało jej się to, że ta nie próbowała na siłę jej się przypodobać, a mimo to Rachel pragnęła ukształtować Chloe pod własne preferencje, jeśli to ma jakikolwiek sens. Mimo tych zarzutów jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Chloe uważała ją za swojego anioła i dlaczego Frank tak bardzo ją kochał. Miała w sobie wiele zalet: urodę oraz idealnie wyważony perfekcjonizm z nutą szaleństwa. Szkoda tylko błędów, jakie popełniła. Choć w pierwszej części gry dużą rolę odgrywał wątek fantastyczny, to klimat w ogromnej mierze budowali bohaterowie i związki międzyludzkie, nie zapominając rzecz jasna o otoczeniu oraz klimatycznym podkładzie muzycznym. Life is Strange: Before the Storm doskonale utrzymuje atmosferę, z jaką zapoznali się gracze, kiedy sterowali Max i starali się zachować ład we wszechświecie. Już wtedy dla wielu osób było wiadome, iż tak charyzmatyczna postać jak Chloe zasługuje na coś więcej niż to, co przedstawiono, gdy cierpiała po stracie kontaktu z Rachel i ponownie przeżywała bunt. Ba, sama Rachel, zakochana w gwiazdach dziewczyna, dzięki prequelowi otrzymała fizyczny wizerunek i głos, a tego przecież nie zapewniały zdjęcia, w tym fotografia z dobrze znanej ulotki o zaginięciu. W moim odczucia ta gra była bardzo potrzebna, aby dokończyć pewną epokę i pozwolić twórcom na stworzenie w przyszłości Life is Strange 2, a tym samym na wykreowanie zupełnie nowych bohaterów. Losy dziewczyn uważam za tragiczne, ale rozgrywkę i ukazanie ich przyjaźni za absolutnie satysfakcjonujące. Zapraszam na moją stronę kuratora Steam. Na pewno znajdziesz tam coś dla siebie.Pokaż więcejPokaż mniej
Sama gra, choć ciekawa, jest nieporównywalnie słabsza od "Life is Strange". Dużo mniej emocjonalna i jakaś taka bardziej... naiwna. W oryginalnej historii ceniłam sobie czas spędzony na ryczeniu jak dziecko (trochę tego było) i naprawdę, naprawdę ciężkie wybory. A tu? Tu było tak... zwyczajnie. Na plus oczywiście muzyka, bardzo przyjemne ujęcia i kilka zapadających w głowie momentów. Na minus niektóre banalne rozwiązania fabularne, momentami głupie dialogi i zdecydowanie za mało porywająca historia. Chwilę zastanawiałam się czy polecić, czy jednak nie, ale mimo wszystko daję nieokejkę. "Life is strange" niesamowicie angażowało emocjonalnie i według mnie to był największy plus produkcji. Oryginał wysoko postawił poprzeczkę, a "Before the Storm" nie dało sobie z nią rady. Polecam wszystkim tym, którzy, podobnie jak ja, uwielbiają pierwszą część. Doceniam możliwość podejrzenia przeszłości Chloe i jej, dość zagadkowego do tej pory, związku z Rachel (której niestety nie jestem w stanie strawić :c). Nie żałuję wydanych pieniędzy, chociaż jeśli nie grałabym wcześniej w LiS byłabym bardzo zawiedziona.Pokaż więcejPokaż mniej
Life is Strange: Before the Storm - co tu dużo mówić? Jest ona historią mówiącą Nam (graczom) co wydarzyło się przed grą Life is Strange Wcielamy się w Chloe, znaną nam z poprzednika, i jako owy "badass" przeżywamy przygody w imprezowo-punkowym stylu. Dowiadujemy się dokładnie, co Chloe robiła przed powrotem Max, oraz.. dobra, nie będę więcej spoilerować. Po prostu serdecznie polecam kupić, zagrać, i nie zapomnieć o tym co się wydarzy, gdyż life is strange zawsze mocno uderza do naszych serc. Zakupiłem wersję deluxe edition wraz z preorderem, i myślę że było warto :) Szczególnie że dodaje nam ona jeden dodatkowy epizod, oraz kilka nowych rodzai ubrań. Myślę że sporym plusem jest również to, że możemy szukać znajdziek, jak w przypadku poprzednika! :D Grę oceniam na chwilę obecną na mocne 7/10! Enjoy!Pokaż więcejPokaż mniej
Gra jest bez wątpienia gorsza niż jedynka. Często miałem wrażenie, że dialogi były pisane przez jakiegoś studenta praktykanta, ponieważ nie miały dla mnie żadnego sensu.. Grafika również mimo gotowych asetów z poprzedniczki była w moim odczuciu gorsza i nie chodzi tu o zamysł artystyczny, ale o ilość szczegółów i rozdzieloczość tekstur. Było to zwłaszcza widoczne na ziemii lub ścianach. O ile jeszcze w pierwszych dwóch epizodach gra potrafiła momentami zaciekawić i wciągnąć tak trzeci był totalną nudą i porażką. Już od samego początku kiedy było wiadomo, że grę robi inne studio miałem obawy lecz postanowiłem spróbować i się zawiodłem. W mojej opini poziom jakościowy spadł drastycznie i gra nie jest warta przechodzenia, ale możliwe też, że Deck Nine nie wpisało się po prostu w moja gusta co DOTNOD zrobiło perfekcyjnie więc mimo wszystko nie zniechęcam. Teraz pozostaje tylko czekać na właściwą kontynuację serii od jedynego właściwego studia ;)Pokaż więcejPokaż mniej
https://www.youtube.com/watch?v=Vd2aBBg2-SA W Life is Strange grało mi się świetnie i ciągle niecierpliwie czekam na jego kolejną część. Jednak zapowiedź Before the Storm okazała się nie do końca tym, na co liczyłem. Tworzony przez zupełnie inne studio dodatek przede wszystkim miał być pozbawiony charakterystycznej mechaniki cofania czasu. Ponadto miał być krótszy, co w połączeniu z faktem, iż byłby on prequelem przygód Max Caulfield, ograniczało jego potencjał fabularny. Dlatego nie spodziewałem się tytułu na miarę pierwszego LiS-a. Nie pomyliłem się, aczkolwiek to wcale nie znaczy, że otrzymaliśmy złą produkcję. Gra ponownie przenosi nas do amerykańskiego miasteczka Arcadia Bay w stanie Oregon, jednak tym razem opowiada historię nastoletniej Chloe Price. Dziewczyna nie potrafi pozbierać się po tym jak w wypadku zginął jej ojciec, a najlepsza przyjaciółka po wyprowadzce całkowicie zerwała z nią kontakt. Osamotniona i przepełniona żalem pocieszenia sztuka w używkach i głośnych imprezach. Sprawia coraz większe problemy wychowawcze, i w szkole, i w domu. Sytuacja jednak zmienia się za sprawą niespodziewanej przyjaźni z popularną rówieśniczką Rachel, dzięki której Chloe na nowo odnajduje sens życia. I właściwie to tyle, bo relacja dziewczyn zdaje się być głównym motywem opowieści. Oczywiście zawiera ona masę innych wątków. Sprawy rodzinne, szkoła i znajomi, jest tu nawet motyw przestępczo-kryminalny. Ale w tym wszystkim brakuje jakiegoś tematu przewodniego, przez co grając, nie mamy poczucia, że dążymy do jakiegoś określonego celu. Chociaż nie oznacza to, że kolejne przygody dziewczyn nie są ciekawe. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z przemyślanym scenariuszem, który wciąga i nie ma problemu z wywołaniem u gracza emocji. W odpowiednich momentach potrafi zarówno poruszyć, jak i utrzymać w napięciu czy rozbawić. Zręcznie przeplata ze sobą poszczególne wątki, zaś występujące w nim postacie są świetnie nakreślone i zagrane, dzięki czemu cała opowieść wydaje się naturalna i nietrudno się w nią wczuć. Aczkolwiek nie jest ona tak rozbudowana jak w pierwszym Life is Strange. Całość wydaje się o wiele bardziej kameralna, skupia się przede wszystkim na Chloe i Rachel oraz ich najbliższym otoczeniu. Bohaterowie poboczni, poza rodzinami dziewczyn, występują stosunkowo epizodycznie. Nie czujemy się więc z nimi związani tak bardzo jak w pierwszym LiS-ie, a co za tym idzie, dotyczące ich, podejmowane przez nas wybory, aż tak nie ciążą. Z tego powodu też nie polecałbym zaczynania przygody z serią od Before the Storm. Mimo iż chronologicznie dodatek jest pierwszą częścią, to nie wprowadza do świata tak dobrze jak pierwowzór. Podobnie sprawy mają się z rozgrywką. Polega ona w dużej mierze na prowadzeniu dialogów i podejmowaniu za Chloe ważnych decyzji, zaś pomiędzy nimi wykonujemy proste czynności oraz rozwiązujemy zagadki, przeważnie niezbyt trudne, choć przyzwoicie zaprojektowane i logiczne. Jak na tego typu przygodówkę całkiem sporo tu aktywności dodatkowych. Możemy natrafić na różne teksty poszerzające fabułę oraz interaktywne postacie, do których da się zagadać lub np. pograć z nimi w grę planszową. Możemy też odszukiwać obiekty wymagające upiększenia markerowym graffiti. Generalnie jest tu trochę opcjonalnej treści do odkrycia. Ale znów - to nie jest poziom oryginalnego Life is Strange. Eksploracja w Before the Storm ciągle jest ciekawa i przyjemna, jednak tym razem lokacje są wyraźnie mniejsze i słabiej zaludnione, przez co Arcadia Bay nie wydaje się już tak duża i żywa. Pewną nowością jest tu tzw. Backtalk Challenge, czyli specjalny rodzaj dialogów, w których na czas wybieramy odpowiedzi, a na ich podstawie zdobywamy punkty dodatnie lub ujemne, prowadzące do wygrania lub przegrania słownego pojedynku. Nie są one wcale takie proste, bo wymagają dokładnej analizy zachowania rozmówcy i odnalezienia jego słabości. Trochę to ironiczne, że mechanika, która pojawiła się w zastępstwie dla możliwości cofania czasu, tak bardzo podkreśla jej brak. Bo ile ta druga dawała nam wrażenie bezkarności, to backtalk łatwo przegrać. Nawet jeśli nie oznacza to końca gry, a jedynie nieco inny przebieg opowieści, to daje uczucie porażki. Chociaż z drugiej strony potrafi też satysfakcjonować. Aczkolwiek nie mogę powiedzieć, aby gra wydawała się bez manipulacji czasem niekompletna. Fakt, nie daje ona graczowi tej samej swobody w poznawaniu świata, przy czym opowiadana przez nią historia jest na tyle ciekawa, że wcale mi tej mechaniki nie brakowało i przez większość zabawy nawet o niej nie pomyślałem. Ogólnie, odkładając na bok porównania do pierwszego LiS-a, Before the Storm samo w sobie jest naprawdę dobrą przygodówką, wciągającą, z wyrazistymi postaciami i barwnym światem oraz przyjemnym gameplayem. A klimatu dodaje jej jeszcze oprawa audiowizualna. Zdecydowanie nie jest ona szczytem technologicznym, szczególnie kuleje w niej lipsync, ale nadrabia to kolorowym, pastelowym stylem i znakomitą ścieżką dźwiękową. Warto jeszcze wspomnieć, że tak samo jak oryginał, dodatek nie otrzymał oficjalnej polskiej lokalizacji, co jest tak samo słabe jak wtedy. Więc jeśli nie wierzycie w swój angielski, to być może powinniście z zakupem gry wstrzymać się do wyjścia fanowskiego spolszczenia, które swoją drogą już powstaje. Podsumowując, Life is Strange: Before the Storm, to mniejsza dawka tego, za co gracze pokochali przygody Max Caulfield, czyli świetnej i pełnej klimatu opowieści. Fani z pewnością docenią możliwość spędzenia kolejnych dziesięciu godzin w miasteczku Arcadia Bay, podczas oczekiwania na pełnoprawny sequel. Pozostałe osoby jednak nie mają tu czego szukać.Pokaż więcejPokaż mniej
Lekkie rozczarowanie. Gierka chyba najbardziej straciła na utracie mechaniki cofania czasu, która dawała fajną iluzję wpływu na kształtowaną rzeczywistość, a pomysł z "pyskówkami" tego nie rekompensuje. Po pewnym czasie byłem w stanie też przewidzieć dokładną treść niektórych dialogów, co raczej świadczy o tym, że za długo nad tym nie myślano. Klimacik z podstawowej części w dużym stopniu udało się zachować w czym duży udział ma fajnie wpasowujący się OST od Daughter. Fajny pomysł na realizację osiągnięć - odpowiednikiem zdjęć z podstawowej części stało się graffiti. Dobre jest też rozwiązanie z collector mode przez co możemy wrócić do konkretnej sceny z historii i przy okazji wymaksować brakujące achivementy lub zwyczajnie powtórzyć sobie dany fragment historii mogąc przy okazji pomijać dialogi. Before the Storm poszło mocno w obyczajówkę i to ze średnio udanym skutkiem, bo sądziłem że taki prequel wyjaśni dużo więcej wątków, które przewijały się w głównej części serii i że będą trochę ciekawsze. Mała liczba 3 epizodów na pewno w tym nie pomogła. Chloe też już nie ma w sobie tyle uroku. Wybory wydają się zupełnie bez znaczenia, ciężko mi było się w to zaangażować emocjonalnie, tym bardziej, że szczęśliwie nie miałem takich problemów jak główne bohaterki. Raczej nie polecam, bo w podobnym gatunku jest dużo lepszych gier.Pokaż więcejPokaż mniej
Life is Strange: Before the Storm to produkcja studia Deck Nine. Jest to prequel swojej poprzedniczki nad którą z kolei drugą częścią pracuje zespół DONTNOD Entertainment. Tyle pięknych chwil jeszcze przed nami, ach... Akcja gry ponownie rozgrywa się w małej mieścince - Arcadia Bay wzorującej się na prawdziwym mieście Tillamook Bay w stanie Oregon(USA). Opowieść jaką będziemy mieli zaszczyt przeżyć to historia dobrze znanej Chloe i Rachel. Dwóch młodych kobietek, które połączyło...przeznaczenie. Gra znów czaruje swoją naturalnością i szczerym obrazem dwóch amerykańskich nastolatek, nie ma tutaj czarów i zabawy z "czasem". Zobaczycie na własne oczy historię, która mogła odegrać się naprawdę. Wcielamy się w postać Chloe , sfrustrowanej nastolatki,która po stracie taty utraciła swoją "duszę"... Któż może wiedzieć jaki ból drzemie w sercach osób, które w tak młodym wieku tracą tak niezbędną "część" życia. Długo się nad tym zastanawiałem, chciałem postawić się na miejscu naszej bohaterki lecz nie potrafiłem dopóki nie przypomniałem sobie swoich lat w szkole średniej... Jak wielu z nas, mieliśmy moment kiedy staliśmy się małymi buntownikami, wszystko i wszyscy nam przeszkadzali i skrzywdziliśmy przy tym wiele dobrych osób, które chciały nam tylko pomóc. Life is Strange tytuł, który mógłby posłużyć jako "Niekończąca się opowieść", jak deszczowa pora w lasach Ameryki Południowej. Gdzie żadna ludzka siła nie potrafiłaby przerwać tego cyklu. Życie nie rozpieszcza większości z nas, a Chloe w szczególności odczuła na własnej skórze czym jest cierpienie po utracie bliskiej jej sercu osobie. Historia zaczyna się "niewinnie" od imprezy w starej stodole zespołu bodajże Rockowo-Metalowego. Wybaczcie mi jeżeli się mylę, ale nie jestem przesadnym fanem takiej muzyki. Nie byłem nigdy na takim koncercie. Chloe oczywiście nie jest jeszcze pełnoletnią kobietką więc ma problem z dostaniem się do środka. Lecz jej spostrzegawczość i "ostre słówka" pokazują ochroniarzowi, że tak łatwo się nie podda i jak będzie trzeba zagada go na śmierć. Twarda z niej dziewczyna ;) W tym momencie spotykamy się z jedną z głównych cech mechaniki gry. Trybem "przekonajmy tego gościa, że racja jest po mojej stronie". Oczywiście tak to się nie nazywa, ale w gruncie rzeczy o to chodzi. Podczas rozmowy na dole ekranu ukazuje nam się pasek z kilkoma niezapełnionymi kółeczkami (różne postacie mają różnorodną ich liczbę). Jeżeli będziemy rozmawiać z głową i dobrym wyczuciem uzbieramy wystarczającą liczbę "wskazanych" odpowiedzi, aby przekonać innych do swoich racji. W innym wypadku przegramy. Raz mi się tak zdarzyło i do tej pory zastanawiam się jaki to miało wpływ na dalszy przebieg zdarzeń. Rachel Amber bo to o niej jest tak naprawdę ta opowieść... To dziewczyna z zasadami, najlepsza uczennica Akademii Blackwell i co dla nas najważniejsze nasza przyszła przyjaciółka. Jak się dziewczyny poznały? Rachel podczas imprezy uratowała Chloe przed bandą dwóch nieprzyjemnych gości. Ukazała w ten sposób swoją silna osobowość. Można się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia. Jest w pewnym sensie unikalna. Przestrzegam Was przed tym, że ta historia to opowieść o miłości, życiu, przyjaźni , ale też niestety ma swoją drugą stronę medalu. Smutek, żal,gorzkie łzy to coś na co musicie być gotowi choć uwierzcie mi nie zawsze jest łatwo powstrzymać swoje emocje widząc tragedię bliskiej "przyjaciółki". Gra w wielu momentach miażdży swoim poziomem zarówno dialogowym jak i gameplayowym. Specyficzną szata graficzna dodaje grze jeszcze większego uroku. Arcadia Bay to urocze miasteczko położone przy pięknej zatoce gdzie gdybym tylko mógł zabrałbym dziewczyny na wspólną kolację w świetle księżyca... Audio w grze to arcydzieło, przecudowne utwory muzyczne, które dodają grze emocji tak wyjątkowych, że ciężko później o nich zapomnieć... Chloe, Rachel ...I :lifeheart: you, pokochałem Was dziewczyny za naturalność, za piękne momenty, których żadna siła nie będzie w stanie wymazać z mojej głowy. Stałyście się dla mnie rodziną, którą nigdy nie opuszczę. https://www.youtube.com/watch?v=Q2eJ4_v9mX4 Plusy: - postać Chloe i Rachel - wzruszająca, pełna bólu i cierpienia historia - ścieżka dźwiękowa - graficznie urzeka - podejmowanie trudnych decyzji Minusy: - dlaczego musiał być "koniec"? Ocena za całokształt w skali od 1 do 10? Zdecydowanie mocna 9-ka z wielkim +Pokaż więcejPokaż mniej
Gdy grałem w Life is Strange byłem zachwycony. Nareszcie jakaś gra, która nie opowiada o ratowaniu świata a pozwala być zwyczajnie młodą dziewczyną, którą spotykają zwyczajne rzeczy. Była to poruszająca i urocza historia, którą dobrze wspominam pomimo upływu lat, a samą Max uważam, za jedną z najlepiej wykreowanych postaci kobiecych w grach. Zarówno ona, jak i jej przyjaciółka Chloe, były bardzo autentyczne, wiarygodne i nie robiono z nich na siłę feministycznych filarów. Udostępniony jakiś czas później, za darmo, spin-off The Awesome Adventures of Captain Spirit, także bardzo mnie urzekł. Opowiadał o ciężkiej sytuacji, jednak przy okazji nie był pretensjonalny. Całość widzieliśmy oczami małego chłopca i pomimo przykrych scen i tak wszystko podawane było kolorowo. Lubię to, ponieważ wiem, że wybierając taką formę, twórcy chcą mi pokazać coś ciekawego a nie zmusić do myślenia tak jak oni bo to „jedyna słuszna droga myślenia”. Czemu w takim wypadku Before the Storm nie jest zrobione dokładnie tak samo? Czemu na siłę ktoś chciał poprawiać rzeczy, które były zrobione dobrze? Odpowiedź jest prosta: zmiana studia. DONTNOD było zajęte tworzeniem sequela głównej opowieści, więc Square-Enix znów popisało się świetną decyzją i wynajęło inne studio do wykonania prequela znanej już historii. Niestety, ale w mojej opinii, Deck Nine kompletnie nie udźwignęło tego ciężaru. Tym razem wcielamy się w pozbawioną super mocy Chloe Price i poznajemy historię przyjaźni z Rachel, o której tyle się mówiło, w głównej produkcji. Zaczynając grę byłem pełen ekscytacji. Oczekiwałem powtórki lub przynajmniej czegoś w połowie tak dobrego jak LiS. Tymczasem już po paru minutach gry, okazało się, że postać tak barwna i ciekawa, jak panna Price, zostaje tu przedstawiona, jako pretensjonalna smarkula. Cała jej wewnętrzna siła, zostaje obrócona w użalanie się i narzekanie małolaty. Natomiast jej „mocą”… jest pyskowanie. Tak dosłownie. Gadanie bezsensownych głupot. Zadaniem gracza jest wybrać taką linię dialogową, żeby niektóre słowa pokrywały się z tym co wypowiedział nasz przeciwnik. Mamy zbudować „kontekst”. Ostatecznie jednak, każda wymiana „argumentów” jest wręcz absurdalna. Tego typu tekstami posługiwałem się w szkole podstawowej i myślałem wtedy, że jestem taki super i „cool”. Z jakiegoś powodu, każda jednak postać w grze odbiera tego typu tekściki, jako przejaw siły i panowania nad sytuacją. Każdy jeden dorosły nam ustępuje… Całość jest zwyczajnie komiczna a sama bohaterka raczej staje się pośmiewiskiem, niż silną personą, jak w produkcji DONTNOD. Niestety, lepiej nie jest z samą historią. Ok. Nie oczekiwałem poziomu przygód jak u Max. Jednak nie spodziewałem się, że będzie tak źle. Trzeci epizod, który teoretycznie powinien być najciekawszym, bo ma za zadanie połączyć wątki i zwieńczyć historię, był tak nudny, że zwyczajnie przeglądałem memy na telefonie w trakcie rozmów, których nie sposób pominąć. Kiedy były momenty, gdzie zaczynało się robić ciekawie, twórcy, z jakiegoś powodu woleli zwolnić i zejść na bezpieczniejsze tory… Czemu? Nie wiem… A bezpiecznie jest do tego stopnia, że zadbano, by nikt nie poczuł się odrzucony… W produkcji DONTNOD jasno można było odczytać, że przyjaciółki może nie do końca są dla siebie tylko przyjaciółkami. I to było fajne… Bardzo subtelnie wplecione zainteresowanie własną płcią i nienachalny, nawet do końca niepotwierdzony wątek homoseksualny. Deck Nine jednak otwarcie postawiło na poprawność polityczną bez brania jeńców! Homoseksualizm w przygodzie głównej bohaterki? Nah… To za mało… Dodajmy jeszcze więcej homoseksualistów. Np. w parku! Albo niech jedna z postaci, z którą wchodzimy w interakcję też będzie homoseksualistą! I nie zrozumcie mnie źle: nie mam nic do gejów czy lesbijek. Chodzi mi o to, że osobiście znam tylko jedną taką osobę. Poza grami komputerowymi jestem też muzykiem. Jeżdżę po świecie, gram koncerty, spotykam ludzi. Mimo to, powtarzam: znam tylko jednego homoseksualistę! Grając w Before the Storm mam wrażenie, że na świecie jest tylko jeden heteroseksualista! Ok. Trochę przesadzam. Przecież w trakcie przygody natrafiamy też na innych. Tu rodzice… Tam jakaś para… O! I tutaj też robi się ciekawie… Wracamy do poprawności politycznej! Para w parku (pomijając gejów): prawdopodobnie hindus i kobieta o ciemniejszej karnacji. Jeden z mądrych kolegów Chloe – Afroamerykanin, tak jak i jego bardzo wysportowany i utalentowany brat. Ich mądra koleżanka – lesbijka. Ok. Druga strona medalu. Dealer narkotykowy – biały facet. Szowinistyczny facet matki – biały. Bandyci w barze – biali. „Główny zły” – biały… Jak dla mnie to tu jest ewidentnie coś nie tak… Szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć ani jednej pozytywnej białoskórej postaci, poza martwym ojcem. To jest dyskryminacja. Autentycznie mam wrażenie, że w oczach twórców, każdy białoskóry człowiek jest przestępcą. A może, żeby świat był lepszy, to sam powinienem iść w tej właśnie chwili na policję i poprosić o przyjęcie do więzienia? Od tak… Bo przecież jestem biały więc muszę być zły… Strasznie mi się to nie podoba. To jak Deck Nine podchodzi do ludzi. Ich produkcja dosłownie uczy braku szacunku i empatii do innych osób. Zachęca do pyskowania a nie wymiany argumentów. Uczy ludzi krzyczeć a nie dyskutować. Pokazuje jak być pretensjonalnym a nie wyrozumiałym. Znam ludzi, z różnych zakątków świata… Znam osoby o czarnej karnacji, które oddadzą wszystko by pomóc innym i także takie osoby, które wszystko zabiorą by mieć dla siebie. Znam osoby o białej karnacji, które pomagają ludziom a także znam takie osoby, którymi się brzydzę. Gram koncerty charytatywne, wiele lat honorowo oddawałem krew a także byłem dawcą szpiku, adoptowałem dwa koty i raz na jakiś czas wspieram schroniska dla zwierząt ale jestem biały. Czy to znaczy, że jestem złym człowiekiem? Czemu w takim wypadku w oczach Deck Nine jestem? Uważam, że kolor skóry, wiara, pochodzenie czy seksualizm nie definiują tego czy jesteśmy dobrymi czy złymi ludźmi. Uważam te wszystkie rzeczy za nieistotne. Moim zdaniem to, czy jesteśmy dobrzy czy źli można poznać po naszych czynach i tylko z nich powinniśmy być rozliczani. Dlatego tak bardzo boli mnie „poprawność polityczna”, która jest w dzisiejszych czasach wpychana dosłownie wszędzie. Bo ona też dyskryminuje. I jednocześnie uniewinnia winnych. To poprawność polityczna właśnie pogłębia rasizm i dyskryminacje, bo pokazuje, uwidacznia te wszystkie różnice, które tak naprawdę nie mają znaczenia. Te różnice nie zmieniają naszej osobowości. Dlatego też uważam, że potworki typu Before the Storm powinny zwyczajnie nie istnieć. Tego typu produkcje zachęcają do okazywania braku szacunku innym. To jest tytuł, który naprawdę dyskryminuje.Pokaż więcejPokaż mniej
Źródło: oryginalne recenzje użytkowników Steam. Głosy pomocności to archiwalny zapis, nie dane na żywo. Ostatnio zebrano: 15.08.2026.