

Borderlands: The Pre-Sequel
Historia cen
Ostatnie 36 miesięcy · aktualizacja codziennaCeny obejmują Steam i 39 autoryzowanych sklepów; uwzględniamy wyłącznie legalne, zweryfikowane oferty. Wykres pokazuje tygodniowe minima na całym rynku oraz oficjalną cenę Steam z ostatnich 36 miesięcy.
Historia cen jest zapisywana w dolarach. Pokazane kwoty przeliczono na PLN po kursie EBC z 2026-10-16 i mają charakter orientacyjny; to, ile faktycznie zapłacisz, widnieje na stronie sklepu.


01O grze Borderlands: The Pre-Sequel
Na księżycu Pandory Borderlands: The Pre-Sequel łączy strzelanie i zdobywanie łupów z mechanikami RPG. Niska grawitacja zmienia skoki i starcia, a broń lodowa i laserowa oraz pojazdy poszerzają możliwości. Ocena graczy Steam: 79%% pozytywnych z 31 828 recenzji. Data premiery: 13 października 2014.
Twórcy
Najniższa cena odnotowana w ciągu 36 miesięcy
≈ 6,87 zł2026-07-30 · KinguinPodstawowa wersja · te same dane co na wykresie powyżej; historia w USD, nie regionalne minimum Steam.Obsługiwane języki
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Angielski | Tak | Tak | Tak |
| Francuski | Tak | Tak | Tak |
| Włoski | Tak | Tak | Tak |
Pokaż więcej języków: 5
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Niemiecki | Tak | Tak | Tak |
| Hiszpański | Tak | Tak | Tak |
| Japoński | Tak | Tak | Tak |
| Rosyjski | Tak | Tak | — |
| Koreański | Tak | Tak | — |
Dane wersji Steam na PC · 2026-10-17
02Zanim kupisz
Tryby i kontroler
Wersja Steam na PC oferuje tryb dla jednego gracza, wieloosobowy i kooperację oraz pełną obsługę kontrolera.
Języki
Angielski, francuski, włoski, niemiecki i hiszpański mają pełny dubbing oraz napisy. Pozostałe obsługiwane języki oferują napisy bez pełnego dubbingu.
03Często zadawane pytania
O czym opowiada fabuła?
Fabuła rozgrywa się między Borderlands a Borderlands 2 i opowiada o drodze Handsome Jacka do władzy.
Jakimi postaciami można grać?
Do wyboru są cztery nowe klasy, w tym Wilhelm, Nisha, Athena oraz bojowy prototyp Claptrapa.
Co wyróżnia walkę i eksplorację?
Niska grawitacja, broń lodowa i laserowa oraz pojazdy kształtują walkę i eksplorację księżyca.
“Low-gravity shooting and Jack's origin story anchor this lunar spin-off, but barren environments and repetitive fetch quests dilute the signature loot grind.”
Nasz werdykt
The biggest problem with this game is its awkward positioning. It wants to tell a prequel story but doesn't dare stray too far from the Borderlands 2 framework. Low gravity and laser weapons are new additions, but they fail to sustain a full game's worth of freshness. Jack's character development is a highlight, but the narrative serves too narrow an audience—veteran players see it as nostalgic completion, while newcomers find it confusing.
The shooting mechanics and loot grind foundation remain intact, which is the series' bread and butter. If you're a die-hard Borderlands fan wanting to know how Jack became a tyrant, the twenty-hour main story is worth playing. But if you're expecting a work that stands on its own, this game will disappoint—it feels more like a massive DLC for Borderlands 2 rather than a sequel with its own soul.
Buy it on sale, not at full price.
Popularne recenzje Steam
Wybór w języku oryginału · 10 recenzjiWybrane pomocne recenzje w tym języku zawierają zarówno pochwały, jak i krytykę. Ten wybór nie odzwierciedla ogólnej pozytywnej oceny; opinie dotyczą recenzowanej wersji.
Trzecia odsłona gry Borderlands jest jak nazwa wskazuje historią, opowiadającą o zdarzeniach, które działy się pomiędzy częścią pierwszą a drugą, a konkretnie o tym, jak Handsome Jack doszedł do władzy nad korporacją Hyperion. Athena, oskarżona przez pozostałych Łowców Skarbu (Vault Hunters) o pracowanie dla Jacka, opowiada dlaczego robiła co robiła, w czasach kiedy Handsome Jack był jeszcze "tym dobrym". Gra jest pokazana w charakterze relacji Atheny z wydarzeń. Akcja Pre-Sequela toczy się na księżycu, wokół którego orbituje stacja Hyperionu. Tym, którzy grali w Borderlands 2, księżyc z bazą z charakterystycznym "H" na niebie doskonale się kojarzy. Standardowo mamy kolejną czwórkę bohaterów do wyboru, trochę nieokrzesanego mięśniaka Wilhelma, Athenę, Nishę (znaną jako szeryf z Lynchwood) oraz... Claptrapa. Standardowo każda z postaci ma swoje własne zestawy umiejętności. Jako, że gra bazuje na tych samych rozwiązaniach co Borderlands 2, skupie się zatem na różnicach, a raczej co dodali w kolejnej odsłonie. A zatem musimy uważać na grawitację. Jest ona niższa niż na Pandorze, przez co umożliwia swobodne skoki i loty. Jako, że na księżycu nie ma powietrza, musimy je stale odnawiać i mieć zapasik przy sobie. Osobiście liczyłem, że powietrza będzie mniej i trzeba będzie go poszukiwać. Niestety, trzeba się naprawdę postarać, aby go nam zabrakło. Dochodzą także bronie laserowe oraz bronie zamrażające, ale... nie mamy już slagujących. Eridium nie ma na księżycu, zatem nie ma broni slagujących, zaś w miejsce kryształków zbieramy kamień księżycowy (Monnstone). Jego zastosowanie jest identyczne jak Eridium, przy czym upgrady u Szalonego Earla nie są już tak kosztowne. Z nowości jest możliwość krafcenia broni w odpowiedniku Sanctuary, tutaj znanym jako Concordia. Zrezygnowano także z reliców na rzecz O2 kitów, potrzebnych do gromadzenia tlenu. Reszta jest podobna, zadania dość ciekawe, chociaż czasem są zbyt nużące, przebajerowane i zbyt naciągane. Lokacje urozmaicone, liczba wrogów i przeszkadzajek w postaci fauny znaczna. Trochę brakuje starych znajomych jak Dr Ned, Scooter czy Marcus. Ale za to przy okazji dowiadujemy się paru ciekawostek, skąd się wzięły Ratty, kto stworzył Stalkery, w jaki sposób zasiedlono Pandorę Tresherami, czy nawet jak wygląda Moxxie bez makijażu. Grało się naprawdę ciekawie, z niecierpliwością czekam na dodatki, nie mówiąc o części czwartej (na co sugeruje zakończenie). Brakuje mi trochę Goliatów no i naturalnie aren (bo ta za zakup w preorderze jest strasznie słaba). Grę przeszedłem w całości kilkukrotnie różnymi postaciami i na obu poziomach trudności. Gorąco zatem polecam wszystkim fanom "Pograniczy". Na koniec mała informacja. Wiele osób zarzuca grze, że jest odgrzewanym kotletem. Że o wiele mniej zmian w stosunku do dwójki, niż dwójki do jedynki i są one raczej czysto kosmetyczne. Że silnik ten sam, grafika "zerżnięta" z Borderlands 2, i że twórcy poszli po linii najmniejszego oporu. Osobiście powiem tak: "Po co ulepszać doskonałość"? Dla mnie osobiście dobrze jest, jak jest.Pokaż więcejPokaż mniej
Mam problem z oceną tej gry. Z jednej strony to wciąż Borderlands, przy którym w przypadku części drugiej spędziłem ponad 1200 świetnych godzin, z drugiej jednak - nie bawi tak jak poprzednik. Ba, nie bawi nawet tak jak część pierwsza. Niby wszystko jest na miejscu, jest loot, są fajnie napisane postaci, fajne dialogi, humor, ale to wszystko traci na znaczeniu w obliczu złych decyzji, często fundamentalnych dla tej części. Na plus - wreszcie w Borderlands pojawiła się opcja wytwarzania własnych przedmiotów i działa świetnie. Humor daje radę, Jack jest bezbłędny, niektóre z zadań naprawdę fajnie zrealizowane. Co ciekawe historia również jest opowiedziana OK, trzyma się jakiś tam ram logicznej spójności i z samej definicji podtytułu tej odsłony stanowi łakomy kąsek dla miłośników serii. No i w zasadzie tyle. Grze bardzo brakuje głębi. Przez cały czas prowadzenia rozgrywki miałem wrażenie, że TPS miał być po prostu dodatkiem do dwójki, który rozrósł się na tyle, że postanowiono wydać go jako osobną grę. Źle zaprojektowane są potyczki z szefami. Raz, że są absolutnie niezbalansowane, dwa - zwyczajnie nudne. Nie ma niespodzianki, nie ma taktyki. W całej grze są jedynie dwie walki, które wywołują cokolwiek poza irytacją i obydwie w dalszej fazie gry. Kolejna sprawa - pomysł z brakiem grawitacji, który z jednej strony ułatwia szybkie poruszanie, z drugiej kompletnie rozkłąda kwestię łupów z przeciwników, które potrafią wylądować w miejscach niedostępnych dla grającego. A skoro już przy kwestii łupów jesteśmy - TPS nie wynagradza grającego. Przez cały czas gry nie uświadczyłem wypadającego z przeciwnika przedmiotu legendarnego. Ani z tego zwykłego mięsa armatniego, ani z szefów, ba, nawet z końcowego szefa i szefa w wersji raidowej. Nic. Zero. Null. Nie lepiej ma się sprawa ze skrzynkami - tutaj również mam wrażenie szansa na dobry łup w porównaniu do poprzedniej odsłony zostałą znacznie zmniejszona. W efekcie - nie ma radości z ich otwierania. Okazuje się, że najlepszym sposobem na zdobycie dobrego sprzętu nie jest walka z szefami, nie jest mozolne budowanie swojej postaci aby sprostać kolejnym wyzwaniom. Co wiec jest? Automaty. Cała zabawa ogranicza się do znalezienia miejsca z takimi trzema i wykonania procedury - sprawdzam -> wychodzę z gry -> wchodze -> sprawdzam -> wychodzę i tak dalej. No chyba nie o to chodzi w tego typu produkcji. Pominę już nawet takie oznaki lenistwa jak szef raidowy, który jest jawną kpiną (serio, takiej chałtury dawno nie uświadczyłem), czy wachlarz nowych przedmiotów legendarnych, które można byłoby chyba policzyć na palcach obu dłoni. Reszta to powtórki tego co było. Recykling jest zresztą widoczny na niemalże każdym kroku. Uczucie "dodatku do dwójki" jest tym bardziej dotkliwe. Bardzo słabo. Mógłbym jeszcze długo, ale przecież nikomu nie będzie się chciało tego czytać. A więc warto, czy nie? Z bólem serca stwierdzić muszę, że nie. Ale. Jeśli jesteś naprawdę ogromnym miłośnikiem serii, a TPS będzie na mocnej promocji, takiej naprawdę grubej, to można po niego sięgnąć właśnie dla tych fabularnych smaczków i poznania całej historii. Jeśli jednak nastawisz się na ten sam poziom zabawy co w dwójce, rozczarujesz się tak samo jak ja.Pokaż więcejPokaż mniej
Good game, a bit short but good. Makes great space for Borderlands 3.Pokaż więcejPokaż mniej
Ostatni pre-order jakiego kupuję. I jeszcze season pass... Pewnie zacznę w to grać za rok, jak skończę pozostałe tytuły, bo gra bardzo oporna i mało absorbująca w porównaniu do epickiego BL2 i wszystkich jego dodatków zawyżone 5/10, bo wierzę, że będzie lepiej z dodatkami, na razie lipka....Pokaż więcejPokaż mniej
Na pierwszy rzut oka Pre-Sequel jest klonem Borderlands 2. Na drugi i trzeci również. Nie da się jednak ukryć, że ta odsłona Borderlands wnosi coś od siebie i wychodzi poza schematy narzucone przez pozostałe. Mechanika rozgrywki Największą zmianą jest fakt, że spora część akcji rozgrywa się na księżycu Pandory, Elpis, gdzie niska grawitacja pozwala na szybkie przemieszczanie się wielkimi skokami. Z uwagi na brak atmosfery dostajemy również zestaw do oddychania - Oz kit - który oprócz funkcji dostarczania powietrza może też poświęcić część zapasów na dalsze i wyższe skoki. Dzięki temu mapy w grze są nieco bardziej nastawione na ruch w pionie... i niestety w poziomie również. Lokacje są po prostu ogromne i po dłuższym czasie wkurzające, zwłaszcza gdy quest każe latać w tę i z powrotem za pierdołami. Pomimo ograniczonej pojemności Oz kitów, w grze ciężko się udusić, gdyż gejzery z tlenem i stacje rozmieszczone są bardzo gęsto. Oprócz standardowej kasy walającej się wszędzie, wśród licznych trupów czasami pojawia się Moonstone, czyli księżycowy odpowiednik Eridium. Poza upgrade'ami ekwipunku i płaceniem za dostęp do raid bossów, TPS wprowadza nowy użytek dla tej waluty - za 10 M można kupić u Moxxi półgodzinny buff w postaci koktajlu, za 40 M otworzyć rzadko występujące skrzynie z wyjątkowymi spluwami Luneshine, lub wykorzystać w Grinderze, który mieli trzy przedmioty i zwraca jeden według stałego przepisu. Fabularnie, slag - jako produkt z Eridium - jeszcze nie istnieje, więc jego miejsce zajął cryo, który zamraża mobków w miejscu i czyni ich podatnych na szybką śmierć przez pokruszenie. Broń podpalająca działa tylko w kontakcie z tlenem, inaczej DoT się nie pojawia (oraz znika, gdy podpalony przeciwnik ucieka poza bąbelek powietrza). Korodujące pukawki działają tylko na zbroję i maszyny, zaś broń elektryczna pasuje do wszystkiego po trochu, podobnie jak eksplozje (których niestety nie da się wywoływać nowym typem broni, o którym za chwilę). Klasy postaci Jak zwykle, w podstawce mamy cztery postaci, różniące się drzewkiem umiejętności. Wprawdzie podczas gry nasza postać w końcu potrafi mówić i niektórzy NPC zwracają się do niej po imieniu, to i tak jedyną znaczącą różnicą są właśnie skille. Athena chroni się za tarczą absorbującą uderzenia, Nisha włącza krótkiego aimbota, Wilhelm przywołuje dwa drony, a Claptrap dosłownie wybiera losowy skill spośród umiejętności innych postaci z gier tej serii. Ten ostatni swoją nieprzewidywalność nadrabia tym, że będąc robotem nie potrzebuje powietrza do przeżycia na powierzchni Elpis. Broń i inne takie Dodano nowy typ broni - laser. Jest na tyle wszechstronny, że wszystkie inne typy odchodzą na drugi plan. Jest to niemały problem, gdyż Borderlands powinno stawiać na zróżnicowanie wyposażenia. Tymczasem przez większość gry nie widziałem sensu używać SMG czy rakiet, skoro okazywały się słabsze od blasterów i railgunów, zużywających śmiesznie mało amunicji. Tak jak w BL2, assault rifle leżą na całej linii (pomimo zmian, które podobno wprowadzono), zaś shotguny zdają się mieć większego kopa. Łatwo zauważyć, że spora część broni i granatów przywędrowała prosto z poprzednich gier serii, lecz nie stanowi to problemu, bo i tak będziesz ładował z laserów, których wcześniej nie było. Jedynym minusem laserów jest to, że nijak nie da się ich połączyć z "żywiołem" eksplozji. Wspomniane wcześniej Oz kity są zamiennikiem relicsów z poprzedniej gry. Na karcie każdego zestawu do oddychania, oprócz pojemności zbiornika na tlen wyświetlają się też pasywne bonusy (zależne od tego, czy jesteśmy w bąbelku powietrza albo czy lecimy) oraz slam damage razem z żywiołem - nasz atak tyłkiem z wysokości może podpalić pobliskich mobków lub zniszczyć im maski tlenowe, przez co zaczynają się dusić. Fabuła i misje Główny wątek jest przyjemny i w miarę postępów robi się coraz lepszy. Pre-Sequel jest umieszczony jednocześnie przed i po Borderlands 2 (tytuł więc trafiony): na brzegu unoszącego się w powietrzu miasta, schwytana przez vault hunterów Athena opowiada w jaki sposób Jack doszedł do władzy i stał się takim, jakim go znamy z dwójki. Nieco słabiej wypadają misje poboczne, wśród których jedna odrzuciła mnie od gry na paręnaście dni (zbierz 50 białych gunów i wrzuć je do kosza, podczas gdy facet gada od rzeczy i każe załatwiać nudne side-side-questy). Znalazło się miejsce dla wkurzających postaci (Pickle, którego większość nienawidzi za akcent) oraz nieciekawych NPCów (Nurse Nina jest nikim w porównaniu do Dr Zed). Ogólnie, gdyby porównać TPS z BL2, w tym drugim jest około 50% więcej misji (~80 vs. ~120) i dużo więcej kolorowych lokacji. W dwójce można też farmić większych bossów, co w Pre-Sequelu z jakiegoś powodu nie jest możliwe - zamiast tego znacznie zwiększono szansę znalezienia legendarnych itemków w maszynkach Marcusa i Nurse Niny, więc ludzie zaczęli farmić vendorów zamiast bossów. DLC i Season Pass Na razie praktycznie nie ma żadnego sensu inwestować w dodatkową zawartość. Wydane do tej pory dodatki to jedna postać (doppelganger Jacka) oraz arena tak ogromna, że trzeba na niej szukać przeciwników, by ukończyć kolejne fale. Zapowiadane pozostałe dwa DLC to druga postać i jedna większa kampania, która podobno ma dorównać doskonałej TTAoDK z poprzedniej gry. Osoby, które kupiły całą paczkę słusznie czują się oszukane, bo dotychczasowe DLC nie są warte nawet dziesięciu dolców. Mam wrażenie, że twórcy próbowali stonować nieco zły posmak wypuszczając za darmo dodatek UVHM (trzeci playthrough), jednak po co graczom darmowy UVHM, skoro za levele 51-60 trzeba zapłacić? Czy warto brać The Pre-Sequel? Jeśli podobało ci się BL2 i chcesz więcej tego samego, z ciekawymi dodatkami (lasery, Oz kity, niska grawitacja) i dobrą fabułą - zdecydowanie warto. Z uwagi na liczne podobieństwa ciężko na początku nie odnieść wrażenia, że TPS to jedno wielkie DLC do Borderlands 2, jednak po paru godzinach grania to wrażenie znika i czuć, że jest to pełnowartościowa gra. TPS stanowi most między BL1, BL2 oraz BL3, zgrabnie łącząc elementy fabuły dwóch pierwszych gier i dając posmak tego, co może kiedyś nadejdzie.Pokaż więcejPokaż mniej
Since February 2025 2k games changed the EULA in the game basicly turning it into a spyware that will harvest INSANE AMOUNT of information from your computer - STAY AWAY Depending on the Service or your activity, we collect information such as: * your name, * email address, * phone number, * photo, * mailing address / zip code, * payment or purchase information, * age, * gender, * password, * platform ID, * software products played, * survey data, * geolocation, * and the systems or platforms you play on. We combine this information across devices that you use. As detailed below, we share your information with: * vendors that perform support and other services for us * Take-Two group members * advertising service providers and third-party advertising partners * other third parties (e.g., for collaborative offerings, legal and safety purposes, in connection with the sale or transfer of a business or asset, and other purposes with your permission) * other users, such as when you participate in open communities or events, or information published on leaderboards * In the last 12 months, Take-Two has sold and/or shared unique identifiers, IP address, as well as Internet/Electronic Activity and Profile Inferences with third-party advertising providers to enable us to provide personalized advertising to you and others like you. We do not sell or share personal information about persons that we know are under the age of 16 without their (or depending on age, their parent's) consent.Pokaż więcejPokaż mniej
Nie ufaj tym, którzy mówią, że The Pre-Sequel jest słaby. Zdecydowanie nie jest. BD:TPS jest w tej niewygodnej dla siebie pozycji, że porównuje się je ciągle do Borderlands 2. I rzeczywiście, gejmplejowo TPS opiera się niemal w całości na BD2 - z tą różnicą, że jest tutaj parę usprawnień tamtejszej mechaniki. Dochodzą tu m.in.: odmienna grawitacja (dająca szersze pole do popisu dla konstrukcji poziomów i wiążąca się z nową mechaniką slamowania, czyli spadania z impetem na wrogów, żeby zadać im wielkie obrażenia), lodowy żywioł (cryo, które zastępuje slag), nowy rodzaj broni (lasery), wypowiedzi bohaterów, którzy wreszcie przestali być niemi w dialogach, Grinder (w którym można stworzyć nowe bronie i przedmioty po poświęceniu trzech innych)... ...i parę innych pomniejszych poprawek lub nowości. Porównując TPS z BD2 nie da się ukryć, że ta część ma mniejsze zarówno objętość i rozmach od poprzedniej, ale stara się jej dorównać epickością i dramatyzmem. Nie jest jednak tak, że Pre-Sequel jest gorszy - to nadal świetna gra, która jest tylko pod tym względem "słabsza" od poprzedniczki, że tamta jest po prostu przekozacka i fantastyczna (po moje ochy i achy nad tą grą zapraszam do recenzji). TPS naprawdę nie ma się czego wstydzić jako osobna produkcja. The Pre-Sequel sam w sobie Właśnie, TPS jako taki jest bezapelacyjnie godny posiadania nazwy "Borderlands" w tytule. Jest tutaj wszystko, za co można było pokochać poprzednie gry serii - niesamowity, zwariowany klimat, wiele charakterystycznych sympatycznych postaci, historia, która wcale nie jest pretekstem dla zbierania ton przedmiotów, setki dających frajdę zadań pobocznych i wiele, wiele więcej. To po prostu Bordki pełną gębą, tylko w trochę odmiennej kolorystyce i nieco krótsze. Nadal jest tu mnóstwo świetnej zabawy, zwłaszcza w kooperacji z przyjaciółmi, nadal można dosyć regularnie wybuchać śmiechem, nadal jest co zbierać i ulepszać, nadal jest co zwiedzać i podziwiać, nadal są gigantyczne bossy, które można grindować dla coraz to lepszych broni. Wciąż też można wybrać klasę najbardziej odpowiadającą swojemu stylowi gry. Wśród nich są: Gladiatorka Athena - potrafi zasłaniać się przed ciosami tarczą i rzucać nią we wrogów, może też skupiać się na walce wręcz; Cyborg Wilhelm - bardzo ofensywna postać, którą można różnymi "protezami" ulepszyć, towrzyszą mu również dron walczący i leczący; Kowbojka Nisha - nastawiona na DPS, jej umiejętnością specjalną jest w zasadzie... aimbot, którym sama namierza wrogów i błyskawicznie się ich pozbywa; Fragtrap - robocik, którego umiejętność specjalna dostosowuje swoje działanie do danej sytuacji. ...a także dwie dochodzące w DLC: Baronowa Aurelia - siostra Sir Hammerlocka, syrena skupiająca się na zamrażaniu wrogów na różne sposoby, która słynie z tego, że jest... bogata (w coopie jeden z graczy może być jej niewolnikiem, co obojgu daje różne bonusy, poza tym na start baronowa dostaje 30 000 kredytów i dwie fioletowe bronie); Sobowtór Jacka - postać, która potrafi przywołać dwie cyfrowe wersje siebie. Każdy z bohaterów ma dosyć ciekawie skonstruowane drzewka umiejętności, każdy może więc wybrać sobie ten styl gry, który najbardziej mu odpowiada. Warto przy okazji wspomnieć, że umiejętność specjalną odblokowuje się tutaj na poziomie trzecim, a nie piątym, a także że dopasowywanie poziomu wrogów do poziomu bohatera jest tutaj dużo lepsze niż w Borderlands 2. Nie ma więc ryzyka, że wykonując wszystkie misje poboczne gracze staną się nagle zbyt silni dla wrogów z głównego wątku. Pojawiają się tu również nowe, bardziej lub mniej charakterystyczne postacie (jak choćby Springs, wspominana również w Tales from the Borderlands od Telltale Games, lub pielęgniarka Nina, która swym rosyjskim akcentem stara się nadrobić brak Doktora Zeda), ale nie da się ukryć, że nie jest to poziom, który reprezentuje Tiny Tina lub Mr. Torgue z BD2. The Pre-Sequel skupia się raczej, bardzo udanie zresztą, na kreowaniu postaci Handsome Jacka i jego towarzyszy - bohaterów graczy. TPS nie jest zły - jest świetny. Po prostu BD2 jest jeszcze lepszy. Nadal jednak jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana serii, bo dostarcza wcale nie mniej frajdy, a ponadto rozwija i wyjaśnia wiele poruszanych lub ledwo tylko zarysowanych wątków. Momenty przełomowe w fabule na pewno zapadną w pamięć, a zakończenie wyjaśnia bardzo wiele. Co ciekawe jednak, jeszcze więcej wyjaśnia... Fabularne DLC ...Claptastic Voyage DLC. Pokrótce: bezpośrednio kontynuuje główny wątek i odpowiada, zwłaszcza w zakończeniu, na jeszcze więcej pytań, dodaje nową jakość broni (zglitchowane, posiadające bardzo zróżnicowane cechy i ciekawe efekty wizualne) i zabiera graczy w fantastyczną podróż. Uważam, że jest to najlepsze fabularne rozszerzenie do całej serii, lepsze nawet od Tiny Tina's Aassault on Dragon Keep z BD2. Żeby uniknąć jakichkolwiek spojlerów powiem tylko, że DLC zabierze graczy wewnątrz umysłu Claptrapa (co już brzmi ciekawie) i będzie wywoływało całą plejadę emocji: od zachwytu ogólną jakością dodatku, przez zaciekawienie wszechobecną tematyką komputerową i psychologiczną, po naprzemienny uśmiech i smutek. Tak, w wielu momentach Claptastic Voyage podchodzi do tematu bardzo poważnie, a ogólny jego charakter jest raczej słodko-gorzki. Mimo to (a może dzięki temu) zapada w pamięć na długo. Wnioski Podsumowując: słyszałem wiele opinii o tym, jak bardzo ta część jest gorsza od poprzedniej i po kilkudziesięciogodzinnym sprawdzaniu prawdziwości tych stwierdzeń na własnej skórze stwierdzam, że to ściema. TPS ma po prostu mniejszy rozmach i przez kilka pierwszych chwil jest trochę nudniejsze (ale było tak również w pierwszym Borderlands). Szybko się jednak rozkręca, epickość sięga zenitu, ogólna badassowatość nie spada poniżej poziomu poprzedniczki, a zakończenia wątków głównych gry i DLC są bardzo satysfakcjonujące. Jedyna w zasadzie bolączka to blokujący się niekiedy ekwipunek - nic wielkiego, ale czasami irytuje. Nie żałuję żadnej wydanej złotówki i jeśli ujęły cię poprzednie części nie słuchaj malkontentów - po prostu zagraj i rozkoszuj się w tym niezwykłym świecie... najlepiej po przejściu BD1 i BD2 z dodatkami, by wszystko rozumieć. :)Pokaż więcejPokaż mniej
Spyware and a ♥♥♥♥ gamePokaż więcejPokaż mniej
świetna gra , nie ma co za dużo o niej mówić została zrobiona fenomenalnie , oderwanie sie troche od pozostałych część , wiele rzeczy zostało mi wyjaśnionych dzięki tej części gry , bardzo ją polecam .Pokaż więcejPokaż mniej
Spyware.Pokaż więcejPokaż mniej
Źródło: oryginalne recenzje użytkowników Steam. Głosy pomocne to archiwalny zapis, nie dane na żywo. Ostatni odczyt: 15.08.2026.
