

Graveyard Keeper
Historia cen
Ostatnie 36 miesięcy · aktualizacja codziennaCeny obejmują Steam i 39 autoryzowanych sklepów; uwzględniamy wyłącznie legalne, zweryfikowane oferty. Wykres pokazuje tygodniowe minima na całym rynku oraz oficjalną cenę Steam z ostatnich 36 miesięcy.
Historia cen jest zapisywana w dolarach. Pokazane kwoty przeliczono na PLN po kursie EBC z 2026-10-12 i mają charakter orientacyjny; to, ile faktycznie zapłacisz, widnieje na stronie sklepu.
01O grze Graveyard Keeper
Zbuduj średniowieczny cmentarz i zarządzaj nim, szukając oszczędności i sposobów na rozwój. Zbieraj surowce, twórz przedmioty i rozwijaj kolejne interesy; zadania, dylematy etyczne i tajemnicze lochy urozmaicają rozgrywkę. Ocena Steam: 86% pozytywnych z 40 069 recenzji. Data premiery: 15 sierpnia 2018.
Twórcy
Najniższa cena z 36 miesięcy
≈ 0,00 zł2026-04-09 · SteamGra podstawowa · te same dane co na wykresie; historia w USD, nie regionalne minimum Steam.Obsługa języków
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Chiński uproszczony | Tak | Tak | — |
| Angielski | Tak | Tak | — |
| Francuski | Tak | Tak | — |
Pokaż jeszcze 8 języków
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Niemiecki | Tak | Tak | — |
| Hiszpański | Tak | Tak | — |
| Portugalski (Brazylia) | Tak | Tak | — |
| Koreański | Tak | Tak | — |
| Japoński | Tak | Tak | — |
| Rosyjski | Tak | Tak | — |
| Włoski | Tak | Tak | — |
| Polski | Tak | Tak | — |
Dane wersji Steam na PC · 2026-10-13
02Zanim kupisz
Tryb gry
Wersja Steam na PC oferuje tryb dla jednego gracza i pełną obsługę kontrolerów.
Języki
Angielski oraz chiński uproszczony i tradycyjny są wymienione z napisami.
03Często zadawane pytania
Na czym polega rozgrywka?
Budujesz i zarządzasz średniowiecznym cmentarzem, a potem rozwijasz kolejne przedsięwzięcia.
Czy są zadania i eksploracja?
Tak. Opis wymienia zadania i tajemnicze lochy z alchemicznymi składnikami.
Czy można wytwarzać przedmioty?
Tak. Możesz zbierać materiały i tworzyć przedmioty.
“It turns running a graveyard into pitch-black comedy: you put up headstones for the dead while quietly selling off their less valuable organs on the side. Players who love optimizing a supply chain get hooked, while anyone after a relaxed farm sim slams into its steep tech-point wall.”
Nasz werdykt
The “dark Stardew” label still fits, but the age shows

Graveyard Keeper still lands because it takes one of the nastiest ideas in a cozy-management game and just runs with it. You’re not growing pumpkins and making friends here. You’re cutting up corpses, pulling out rotten organs, and squeezing every last point out of a graveyard so the whole operation makes money. That pitch-black joke is still the hook, and it’s why people still call it the dark side of Stardew Valley. Back in 2018, that was a big deal. Even now, it’s a weird little standout because so few games are willing to make the business loop this grim and this funny at the same time.
But the other thing that still defines it is the split between critic scores and player love. Metacritic sits at 69, OpenCritic lands at 65.4 with a 30% recommend rate, and that tells you critics were pretty split on it. Steam says something else entirely: 86% positive across 38,744 reviews. That gap makes sense. If you bounce off the early friction, you’ll think it’s clunky and opaque. If you push through, you start seeing why players stick with it.
This is for the spreadsheet goblins, not the cozy crowd

Here’s the blunt version: if you like planning production chains and solving systems, this game can absolutely grab you. It’s built for the kind of player who gets a weird little thrill out of making one workstation feed the next, then the next, then the next. The tech tree is split into red, green, and blue points, and the game doesn’t babysit you through it. That’s the point and the problem. Once it opens up, the crafting gets deep fast, from quarry work to engraving and all the nasty little steps in between. It’s way more layered than most farming sims, and that’s why the people who enjoy min-maxing keep coming back.
If you want something chill, though, this can be a bad time. It’s not an easy, pick-up-and-relax game. It’s the kind of thing that asks you to know where your next bottleneck is, then go fix it yourself. There’s no gentle hand-holding, and there’s a lot of running around between the graveyard, the church, and the mine. Add the stamina cap on top, and the errands start to feel like work if you’re not already invested. If you’re the kind of player who wants the warmth and ease of Stardew Valley, this is not that. This is for players who actually enjoy the grind when the grind is well structured.
Start with the base game, then decide if you want more

My advice is simple: play the base game first, and only then look at the DLC if you’re still hungry. The core package already gives you a lot of meat to chew on, and for most people that’s the right place to start. The main game sits around 35 hours, and if you end up clicking with it, the Stranger Sins, Game Of Crone, and Better Save Soul DLCs can stretch that closer to 55. That’s a solid amount of content, but you really do want to know whether you enjoy the loop before piling on more systems.
Platform-wise, I’d be careful. The PC version is the safest bet. The game’s mood is strong, and the pixel-art gothic look does a lot of heavy lifting, but the audio side is thinner than it should be, with a looping soundtrack that wears out over long sessions and no voice acting to break it up. Console versions, especially Switch, have also had performance complaints, with frame drops called out as a real drag. So if you have a choice, go PC, start with the base game, and treat the DLC as dessert. And if you’re coming in late, know that Graveyard Keeper 2 is already in the works, so this isn’t a dead end.
Popularne recenzje Steam
Wybór w języku ojczystym · 10 recenzjiWybrane pomocne recenzje w tym języku zawierają zarówno pochwały, jak i krytykę. Nie odzwierciedlają ogólnego odsetka pozytywnych ocen; opinie dotyczą recenzowanej wersji.
Kolejne arcydzieło twórców Punch Club, w dodatku nadal nie brakowało im pomysłu, jak stworzyć coś niecodziennego, choć zapewne inspirowali się Stardew Valley, choć tym razem naszą farmą jest cmentarz. Moim zdaniem jest to jednak znacznie lepsze od Stardew, bowiem sami decydujemy co kiedy robimy i nie jesteśmy sztywno ograniczeni dniami i godzinami. Owszem są ludzie którzy pojawiają się tylko w konkretne dni w mieście, jednak dni płyną tu szybciej, możemy spać i budzić się kiedy chcemy i nie jesteśmy uzależni od konkretnych czynności. Roboty jest mnóstwo i sami decydujemy co kiedy robimy. Jasne spacery do miasta bywają upierdliwe bo droga jest nieco długa, a energia odpływa z nas jak woda z wanny, gdy się korek wyjmie. Jednak wiele rzeczy, które znałam ze Stardew, podano tu w znacznie bardziej łatwostrawny sposób. Nie musimy zgadywać co trzeba zrobić, zadania nakierowują nas trochę na fabułę, mniej jest tutaj przypadku. A dla tych, którzy nie znają Stardev... Jest to gra o byciu grabarzem, trochę rolnikiem, trochę kowalem. Imamy się wszystkiego, co pozwoli nam zarobić trochę grosza i odkryć wiedzę, dzięki której wrócimy do świata z którego pochodzimy. Gra symuluje życie człowieka z czasów współczesnych, który ląduje w średniowieczu. Jest świadkiem palenia czarownic, próbuje nie reagować, gdy wmawiają mu, że ziemia jest płaska i mimo tego zaprzyjaźnić się z mieszkańcami miasteczka, bo wie, że nie tylko on utknął w tej rzeczywistości, że był ktoś przed nim, komu może udało się wrócić do swojego świata. Chodzimy wiec rozmawiamy z ludźmi, handlujemy, chowamy zmarłych, odkrywamy nowe technologie (drzewko umiejętności jest naprawdę spore) i rozwijamy swoje gospodarstwo. Gra na pewnie około 100h Nie czytajcie więc tych dziwnych negatywów. Piszą je osoby, które dobrze znają Stardew, ale chyba grały w to dawno i zapomniały już, że brak energii i bieganie co chwila do miasta to coś przed czym się nie ucieknie w tego typu grach. Wystawianie tej perełce z tego powodu negatywa jest śmieszne. Jeszcze nikt bowiem nie wymyślił lepszego systemu. PS. Metacritic 8.7Pokaż więcejPokaż mniej
No cóż, mam co do tego tytułu mieszane uczucia, ale jednak wady przeważają nad zaletami. Zacznijmy od rzeczy najważniejszej, którą można by ten tytuł podsumować. GRA KOMPLETNIE NIE SZANUJE TWOJEGO CZASU. I widać to w prawie każdym jej aspekcie. Mnóstwo rzeczy wrzuconych do gry moim zdaniem na siłę i zupełnie niepotrzebnie. Drewniana mechanika, crafting w którym gdzieniegdzie można ustawić kolejkę przedmiotów, a gdzie indziej trzeba wytwarzać pojedynczo, NPCe pojawiający się tylko w określonych dniach w konkretnym miejscu, olbrzymia ilość grindu, brak porządnego wprowadzenia (mniej więcej od drugiego posiedzenia miałem odpaloną gamepedię, bo gra tłumaczy tylko kilka z tych najbardziej podstawowych mechanik, a później chyba zakłada, że każdy kiedyś się domyśli jak co robić). Całe budowanie i zagospodarowanie przestrzeni też woła o pomstę do nieba, niektórych obiektów po prostu nie przebudujesz na lepsze, bo okazuje się, że wersja ulepszona zajmuje więcej miejsca, więc musisz wyburzyć i dopiero postawić od nowa, jednocześnie mając w ekwipunku odmierzoną liczbę potrzebnych surowców, bo skrzynki działają tylko w określonej lokacji. A sam ekwipunek jest miniaturowy. Nosz ♥♥♥♥♥! Jak można robić grę w której nasrane jest warzywek co mają po 3 poziomy jakości, od zasru substancji alchemicznych, całą masę rybek, też w 3 poziomach jakości i dać na to wszystko taki maciupki ekwipunek. Wyciągając wszystko z jednych zwłok spokojnie zapchamy sobie prawie pół pojemności. A w tej grze trzeba całkiem sporo nosić przy sobie. Bo energia potrzebna do pracy kończy się niemal natychmiastowo, więc trzeba sporo czasu jak również wspomnianej już energii poświęci na to, żeby zrobić jakieś żarcie i móc ją zregenerować. Samą linię fabularną dałoby się ukończyć w godzinę... niecałą godzinę. Tymczasem przejście gry zajęło mi 40h. Zapytacie czemu? Otóż dlatemu, że questy są tak cholernie sztucznie rozciągnięte w czasie, że doprowadza to człowieka do szału. Zasadniczo każde zadanie jest skonstruowane tak, że trzeba NPCowi przynieść jakiś item. Od pewnego momentu kolejne przedmioty które musimy dostarczyć wymagają od nas godzin grindu, opracowywania kilku technologi i co najgorsze dochodzenia do tego wszystkiego samemu (względnie z pomocą internetu), bo gdy odkrywamy jakąś nową maszynę to nawet nie wiemy gdzie ją możemy postawić, nie mówiąc już o zdobywaniu surowców i przekształcaniu ich w co innego. Gra nawet w pewnym momencie stwierdza, że nic tak nie poprawi nam zabawy jak dobicie do 12 goldów w naszych oszczędnościach. Dla przykładu za coś co jesteśmy w stanie w miarę sensownie wytworzyć dostaniemy kilka może kilkanaście miedziaków (1 gold = 100 srebra = 10 000 miedzi). I nawet jak już osiągamy te endgameowe technologie i handlujemy z kupcem, który gdzieś to później wszystko opycha to jak bardzo zepniemy dupę (ale tak już na maksa) to możemy wyciągnąć 1.5 golda na tydzień co zakłada około 8 tygodni pracy! A inne wydatki też mamy :) Tak więc jeżeli gram w grę 40h, ale zabawy jest może na 3-4 to uważam, że coś z tym jest nie tak. Teraz podejdźmy od drugiej strony. Mechanika zabawy ze zwłokami i grzebania ich na cmentarzu jest super. Dawno nie bawiłem się z podobnym oryginalnym konceptem. I gdyby w grze zostawić to i może jeszcze zarządzanie kościołem to byłoby super. No i jeszcze żeby mnie ten osioł komunista nie denerwował. Możliwość wyjmowania różnych części ciał, balsamowania zwłok, wpuszczania różnych substancji, później wykonywanie lepszych nagrobków to jest to o czym ta gra powinna być. Niestety całą otoczka strasznie przytłacza ten rdzeń rozgrywki. Tworzenie zombie też jest fajną sprawą i zasadniczo bez tego nie da się grać. Swoją drogą, gra nie tłumaczy za dużo, bo chyba próbuje symulować postać zagubioną w tym świecie i z jednej strony bardzo to rozumiem i szanuję, bo powinniśmy się wtedy uczyć na własnych błędach i je poprawiać ALE na poprawianiu tych błędów tracimy zdecydowanie zbyt wiele czasu. No i co mogę dodać na koniec? Gra mnie wciągnęła, tylko że po kilkunastu godzinach to nie było już przyjemne wkręcenie tylko bardziej walka na zasadzie "o zobaczysz ty gro przebrzydła, możesz pluć mi w twarz, ale i tak cię przejdę". I właśnie z uwagi na to, że tak się męczyłem i do tytułu nie zamierzam wracać (bo jeżeli DLC jest w podobnym klimacie marnowania czasu to podziękuję nawet dwa razy) to gry nie mogę polecić. Mam nadzieję, że przynajmniej kogoś ostrzegłem :)Pokaż więcejPokaż mniej
Uprawiam zielone, rozmawiam z osłem, mój ziomek to czaszka, odprawiam msze, robię sekcje ciał, a z mięsa burgery. Co więcej, stworzyłam sobie armię zombie i robią mi dostawy do miasta. Biznes się kręci. PolecamPokaż więcejPokaż mniej
Graveyard Keeper to symulator 2d, gra komputerowa o tematyce związanej z zarządzaniem cmentarzem, stworzona przez niezależne rosyjskie studio gier niezależnych Lazy Bear Games i wydana przez tinyBuild. To najbardziej niedokładna symulacja zarządzania, w której wcielam się w postać grabarza w średniowieczu. Sądzę, że gra jest dla osób bardzo cierpliwych, bo ja po jedenastu godzinach gry, jestem rozczarowana i umęczona. Sam początek gry jest ciężki ze względu na szybko zużywającą się staminę (niebieski pasek), który przywraca się poprzez sen ( wtedy jest zapis gry) lub dzięki zjedzonym potrawom. Każda wykonywana czynność powoduje utratę staminy. Kiedy spadnie do zera nie jestem w stanie nic zrobić. Początek gry jest zatem koszmarny. Po kilku wykonanych pracach, szybko udaję się do łóżka na spoczynek, aby odnowić staminę i dokończyć zaczętą pracę np. w kostnicy. Mija noc i mogę znowu pracować, a więc zbierać drewno, kamienie, grzyby czy porzeczki. I tak w kółko. Przede wszystkim - jak dla mnie - brak jest sensownego drzewka związanego z rozwojem "craftingu". Technologie do odblokowania są ułożone chaotycznie i nie naprowadzają gracza, co jest ważne i na co powinien zwrócić uwagę. A odblokowanie kościoła, po uprzedniej renowacji grobów na cmentarzu jest bardzo ważne. I tu właśnie pojawia się pierwszy chaos. Z początku myślałam, że jest fajnie, ciekawie, gra z czarnym humorem. Ale w miarę upływu czasu, poczułam się znużona i zmęczona nasilającymi się trudnościami... Przede wszystkim odczułam brak portali czyli miejsc szybkiego przemieszczania się, aby zdążyć na rozmowę z NPCem, który odbierze ode mnie wykonane zadanie i dzięki temu otrzymam nagrodę. NPC przebywa w danym miejscu tylko w określonym dniu, tak więc gdy nie zdążę, to muszę długo czekać, aż się znowu pojawi. Ciągły brak gotówki, staminy, miejsca na moje towary, których oprócz kamieni nikomu nie mogę odsprzedać, to gruba przesada. Ponadto niedokładna mapa z brakiem zaznaczonych elementów związanych z questami przepełniła czarę goryczy... Moja cierpliwość się wyczerpała i jestem na nie. Pozdrawiam WasPokaż więcejPokaż mniej
Drogi/droga Czytelniku/Czytelniczko. Czy kiedykolwiek marzyłeś/marzyłaś o karierze w branży pogrzebowej? Zapewne nie, niemniej proszę, pomyśl o tym w kategoriach szklanki do połowy pełnej. Zaprawdę, ileż to radości może dać utrzymywanie w dobrym stanie infrastruktury cmentarnej; murków, alejek, nagrobków ( oczywiście), kaplicy, prosektorium i innych elementów, na jakie składa się estetyka i funkcjonalność miejsca pochówku. Ten kojący kontakt z przyrodą, dbanie o okoliczną zieleń, stan trawników, czy regularnie przycinanie krzewów. A przede wszystkim kopanie grobów, grzebanie zmarłych i rozprawianie jeszcze ciepłych nieboszczyków z ochłapów mięsa, coby sprzedać je w pobliskiej oberży… ...zaraz, CO?! Tym oto "humorystycznym" wstępem, oto Cię witam w recenzji symulatora grabarza- Graveyard Keeper'ze. Przyjemniej lektury. Pierwsze wrażenie:11/30 W skrócie, Graveyard Keeper to symulator zarządzania quazi-średiowieczną nekropolią, w stylizacji piksel-art. Powstały w 2018 roku, dzięki deweloperowi Lazy Bear Games, może być wszystkim tym, o czym skrycie marzyłeś/marzyłaś. O ile Twe fantazje oscylowały w kategoriach zawodu grabarza ( no, może oprócz kanibalistycznej części o kalaniu zwłok i handlu ludziną w celach gastronomicznych c; ). To, co odróżnia Graveyard Keeper'a od innych, podobnych mu gier symulacyjnych, takich jak np. Stardew Valley, poza dość mroczną oprawą graficzną i ponurym udźwiękowieniem, jest towarzysząca mu prosta, acz zajmująca historia, która napędza rozgrywkę. Jak i zachęca do odkrywania osobliwego, podszytego czarnym humorem i sznytem fantasy, świata wieków średnich. Jednak nie zapomnij, iż pomiędzy rozkoszną eksploracją, masz cmentarz do utrzymania. Fabuła:10/15 Fabuła Graveyard Keeper'a zaczyna się po tym, gdy Twój protagonista, bliżej nieznany mężczyzna, tęskniący za swoją ukochaną, po ciężkim dniu pracy, zostaje śmiertelnie potrącony przez samochód. Co ciekawe, ginie będąc wlepionym w ekran swojego telefonu ( można by odebrać ten wątek jako przestrogę ). Następnie budzi się on w średniowiecznych realiach i zostaje wyznaczony na grabarza, który z niewielką pomocą gadającej czaszki i proletariackiego, równie wygadanego osła-socjalisty, ma doprowadzić zastalny, zapuszczony cmentarz do pełni świetności. Poznając przy tym menażerię bumelanckich i dziwacznych indywiduów, którym częstokroć służysz pomocą, a jest to warunek konieczny do ukończenia gry. Audiowizualia.13/15 Świat i zamieszkujący go mieszkańcy, są ( dosadnie mówiąc ) bajeczni, a oprawa wizualna przypomina nieco bardziej posępną Dolinę Stardew. Odkrywanie całości zaprezentowanych, piksel-art'owych wodotrysków może zająć trochę czasu, a jest wiele do podziwiania, włącznie z i interesującymi wydarzeniami na ścieżce Twojego Grabarza. Opowieść poprowadzi Cię przez spokojne wioski, by następnie zahaczyć o pełne poczwar bory, lochy i jaskinie. Co do udźwiękowienia, nie mam zbyt wiele do dodania. Jest klimatyczna i wpada w ucho swym cmentarnym tonem. Mechaniki:8/10 Nie zapomnij o cmentarzu, który wymaga Twojej uwagi. I pomimo, iż jest centrum rozgrywki, to łatwo o nim zapomnieć w trakcie wnikania w świat przedstawiony. Ośli 'trupowóz' od czasu do czasu, będzie podrzucać Tobie ciała pod cmentarną bramę, dlatego będziesz musiał/musiała regularnie wykopywać dla nich groby, chować je i balsamować ( oraz rozdzielać na sznycle i kotlety :x ). Na początku rozgrywki będzie to oznaczało wyłącznie kopanie nowych dołków, wycinanie krzewów i drzew, aby zrobić nań miejsce i utrzymywanie wszystkich mogił w dobrym stanie. To samo tyczy się wszystkich modularnych elementów otoczenia, których stan będzie zależał od ilości czasu i zasobów, jakie poświęcisz na renowację swego mogilnika. Od prac ziemnych, typowo majsterskich, ogrodniczych, po ciesielkę łamaną przez stolarkę i metalurgie, na robotach kamieniarskich kończąc. Oprócz tego, możesz sadzić rośliny, bawić się w pszczelarza, górnika, odprawiać kazania jako lokalny kaznodzieja, pędzić różne trunki, przeprowadzać reakcje alchemiczne, łowić ryby czy nawet pisać książki. Opcji jest naprawdę bez liku i multum pracy przed Tobą. Rzecz jasna, porządny symulator nie może obyć się bez rozbudowanego systemu crafting'u. Co zatem, tworzenie wyspecjalizowanych narzędzi do wykonywania różnorakich prac, zostało wykonane należycie, aczkolwiek... ...prawdopodobnie, mogłoby być także odebrane, jako przesadnie skomplikowane. Owszem, dla kogoś, kto nie posiada doświadczenia z grami typu a'la zarządzanie farmą, crafting zawarty w Graveyard Keeper'ze może objawiać się jako nadzbyt przekombinowany. Sądzę tak, ponieważ wytworzenie nawet podstawowych narzędzi wymaga mnogiej wręcz ilości komponentów. Niemniej pielęgnowanie Twego, własnego, małego zakątka w tym jakże dziwnym świecie przedstawionym, pozwala częstokroć rozkoszować się mechaniką wytwarzania, która z pewnością nie wydaje się istnieć na doczepkę. A jest integralną częścią gameplay'u. Oprócz wędrowania w bliżej niesprecyzowanym celu, aby dowiedzieć się, co musisz robić, istnieje wiele mechanizmów nawiązywania relacji z NPC-e i zadań z nimi związanymi. Zadań, które warto zgłębić dla odblokowywanych bonusów do statystyk i umiejętności. W prawdziwe, wykonywanie praktycznie dowolnej pracy, zapewnia punkty umiejętności w określonych obszarach rozwoju, co nie jest to szczególnie wymagające. To jednak na dłuższą metę ciągłe, cykliczne czynności z czasem potrafią znużyć. Trudność:7/10 Odwrotnie ma się to do znoju polepszania reputacji u postaci niezależnych, które do łatwych nie należy. Nie wspominając o tym, że dostęp do niektórych miejsc i osób, możesz otrzymać tylko w określone dni. A na domiar komplikacji, Twój protagonista posiada określoną ilość energii do wykonania zadań i czynności, zanim będzie musiał wypocząć. A skoro mowa o poziomie trudności, wspomnę o walce, wg. mnie dodanej na doczepkę, w której też ciężko zginąć. Sterowanie:5/10 Ot klasyczny zestaw przypisanych klawiszy + mysz. Długość:10/10 Ukończenie gry na 100%, zajęło mi 30h, ponoć zawartości starczy na ponad 50. Jako ułatwiacz rozgrywki, warto wziąć pod uwagę DLC-e o wdzięcznej nazwie Breaking Dead. Pozwala ono na tworzenie zombie, których możesz zaprzęgnąć do podstawowych, powtarzalnych zadań. Ogólny wynik:64/100 Graveyard Keeper mógł być genialnym w swej urokliwej, grobowej prostocie, growym odkryciem. Wzruszającą opowieścią o człowieku robiącym wszystko, co w jego mocy, by wyrwać się z surrealistycznego wymiaru i wrócić do domu, do swojej miłości. Zamiast tego, fabuła opiewająca w rozkoszne postaci i przyzwoicie napisane dialogi, rozmywa się w morzu mechanik symulacyjnych. I to nie znaczy, iż aspekty tejże symulacji zostały wykonane źle. Jednak przede wszystkim, tym, co naprawdę nadaje charakteru ów grze, nie jest aspekt symulacyjny i zarządzania, a poznawanie historii szeregu, barwnych, nieraz zwichrowanych psychicznie postaci, które spotykasz. To dochodzenie prawdy o tym, co sprawiło, iż bohater trafił, do tego swego czyśćca i jego podróż do miejsca, skąd przybył. Dlatego wielka szkoda, że tenże tytuł jest tak... ...wielopłaszczyznowy ( co nie jest oczywistą wadą ) i pełen, licznych błędów, które są w stanie nawet zatrzymać Twoje postępy. Mechaniki potrafią się zwyczajnie zkrzaczyć i co więcej, żałuję, iż nie jestem w stanie skrupulatnie objaśnić każdej z osobna. Będąc jednocześnie świadom tego, że niektóre z nich wydają się zupełnie chybione, jak np. elementy walki, która jest bo jest. Symulatory zarządzania, są znane z mnogości systemów i rozwiązań, tu zaś wydaje się, że mniej mogłoby znacznie więcej, by ustąpić miejsca pouczającej historii i narracji Konkludując, Graveyard Keeper to gra godna polecenia, po mimo wymienianych przeze mnie niedociągnięć, jest solidnym tytułem o fachu grabarza z masą aktywności pobocznych. I jak zawsze, dziękuję Ci za lekturę. :)Pokaż więcejPokaż mniej
Mimo bardzo fajnego pomysłu i kilku niezłych elementów muszę niestety odradzić kupno tej gry. Wszystko tu polega na długim, męczącym, bezsensownym grindowaniu surowców które w mgnieniu oka wydajemy na rzeczy które nie przynoszą nam zbyt odczuwalnych korzyści. System rozwoju wymaga 3 rodzajów punktów, z czego ostatni (niebieski) przyrasta bardzo wolno mimo ciągłej produkcji rzeczy z nim związanych. System energii jest powoduje że albo co 5 minut musimy iść spać, albo jemy mnóstwo jedzenia na którego wytworzenie potrzeba czasu i warzyw. A skoro o nich mowa - produkcja warzyw jest mocno utrudniona gdyż nie dają one więcej nasion niż wymagane jest do obsiania poletka (przeważnie 4). Bardzo rzadko zdarzyło mi się że wyszedłem z nasionami na 0, najczęściej otrzymywałem 75% wydanych nasion. Na szczęście zazwyczaj plon pokrywa zarówno potrzeby własne jak i koszta zakupu brakujących nasion. Muzyka przyjemna lecz bardzo szybko się nudzi gdyż słuchamy zazwyczaj tych samych 3 melodii. Wprowadzenie zombiaków nie pomaga zbytnio z grindem gdyż one same są dosyć kosztowne. Największą bolączką są jednak bugi które często zmuszają do wczytywania poprzednich stanów gry lub nawet edycji plików gry by je naprawić.Pokaż więcejPokaż mniej
Dałem dziewczynie Stardew Valley w prezencie… zrobiła z niego mroczną, acz śmieszną, grę o rozpruwaniu zwłok, rozmawianiu z czaszkami i cofaniu się w czasie. No dobra, nikomu nic nie dałem, ale jakby zespół tinyBuild był dziewczyną i bym jej dał to skończyłoby się tak samo. Bez zbędnego gadania – przedstawiam Graveyard Keeper, takie Stardew Valley, tylko że wysmarowane juchą, obtoczone szpikiem i głęboko smażone w płynie mózgowo-rdzeniowym. No i wskrzeszone na dodatek. Zamiast farmą zajmujesz się cmentarzem, zamiast odkrywaniem pięknej miejscowości – starasz się wrócić do ukochanej, a zamiast leśnych stworków pomagają ci gadający osioł i równie rozgadana czaszka. Poza tym farmerzy z doliny gwiezdnej rosy powinni poczuć się jak w domu – mamy tutaj crafting, ogródek, wędkarstwo, loch z potworami i wioskę gdzieś na wschodzie. O grabarzu słów kilka Tak samo jednak, jak gra odstaje od tej wspomnianej wyżej swoim mrokiem, tak samo odstaje humorem (co dziwne). Wspomniana gadająca czaszka ma alzheimera, mówiący osioł to fanatyk komunizmu, a w mieście chętnie kupią od ciebie mięso, z którego ogołociłeś wcześniej kości jakiegoś nieboszczyka. Przepraszam, co? No tak, nasz grabarz też nie jest do końca normalny. Po pierwsze, powiedzmy, że nie pasuje do tego miejsca bardziej, niż mogłoby się wydawać. Po drugie, aby wrócić do ukochanej, musi przejść przez piętra lochów, mokradła wiedźm, papierkową robotę i pewien portal. A na dodatek co niedzielę stawić się w kościele i wygłosić kazanie wiernym i niewiernym. Kiedy już zostaniemy wepchnięci siłą do tego dziwnego świata, nie pozostaje nam nic innego, niż posłuchać rady płynącej z oczodołów Gerry'ego i zająć się recyklingiem niepotrzebnych już nikomu części ciała, organów, płynów fizjologicznych. Najważniejsze, to grać na zwłokę (he, he), co jest widocznie motywem przewodnim gry. Ropnie i wągry Po 72 dniach grania (w grze, nie na zewnątrz), poczułem, że nie doszedłem tak naprawdę nigdzie. Znaczy nie tak nigdzie, ale spodziewałem się czegoś więcej, a grinding okazuje się całkiem znaczącym aspektem Graveyard Keepera. Wielkość inwentarza każe ci wciąż żonglować między obowiązkami i misjami, przez co nie można się miło zagłębić w jedno, bo zaraz nadejdzie uczucie, że drugie jest zaniedbane. A pamiętasz pierwszą misję od karczmarza? Nadal jej nie zrobiłeś. Ach, no tak, nadal nie możesz jej zrobić, bo brakuje ci surowców, żeby odblokować ten jeden item u innej postaci, która chce, żebyś wykonał dla niej misję w lochu, no i przyniósł wiadro krwi, do czego potrzebne ci będzie dziesięć jej jednostek i trochę drewna. Krew oczywiście bierze się z ciał, ale żeby dostać ciała musisz nakarmić osła marchewkami, które wyhodujesz w ogródku. Który z kolei należy do handlarza, który pojawia się w wiosce tylko we wtorki. Ale żeby ci oddał ogródek należy pomóc mu uleczyć wieloletnią czkawkę, a do tego potrzebny jest stół alchemiczny, który odblokowuje się późno, za dużą cenę i jeszcze trzeba mieć inne stoły craftingowe. Z pewnością nie przeżyłbym bez wiki i artykułów z receptami. Life's a beach Tak to mniej więcej wygląda, żonglerka wcale nie jest łatwa, zwłaszcza jeśli jedna ręka ubrudzona jest osoczem, a drugą rozdajesz komunię. Bo tak ogólnie to poza tą jedną wadę nie natknąłem się na nic innego, co by sprawiło, że chce mi się grać trochę mniej niż przed chwilą. Rozwijanie znajomości z tubylcami jest przyjemne, wędkowanie to też ciekawa minigierka, a zajmowanie się kościołem to chyba moja ulubiona czynność. Mało graveyardów i keepera w tym Graveyard Keeperze, ktoś by powiedział. I ja bym się nawet zgodził. Nie da się rozwijać, bez poświęcenia (przynajmniej tymczasowego) któregoś ze swoich obowiązków. Gra oferuje bardzo wiele, co mnie naprawdę cieszy, ale nie tego się spodziewałem po tym tytule. I o ile zaskoczenie jest bardzo miłym, chciałbym czasem móc – bez martwienia się o zasoby drewna, kamienia oraz swojej energii – na spokojnie zająć się ziemią cmentarza. Z pomocą przychodzą potem pewne… miniony, ale to wciąż za mało, by załatać tą dziurę, którą zrobił grind. Piksel do piksela Sama gra wygląda przepięknie. Jest to kolejna pikseloza, którą recenzuję, ale jest piękną pikselozą. Nie jest to styl retro, tylko własny styl autorski twórców. Wszystko wygląda ładnie, nigdy nie zastanawiałem się czym jest jakaś kupka kwadratów. Postać pozostawia za sobą ślady w ziemi, a może też nanieść trochę błota do domu. Roślinność reaguje na dotyk i wiatr. Pod względem graficznym jest to cudowne dzieło, na które patrzy się z przyjemnością. Ścieżka dźwiękowa też jest niczego sobie. Poza klimatyczną i miłą muzyką, uraczymy tutaj odpowiednie efekty dźwiękowe miłe dla ucha, a także "głosy" postaci, które nawet jeśli są bezsensownym bełkotem, to każdy z nich bardzo pasuje do charakteru postaci, która ten głos dzierży. Diggy diggy hole Bez zbędnych opisów, gra jest warta polecenia. Jeśli masz okazję – zagraj. Jeśli nie, wypatruj szansy. Nie jest to majstersztyk i ma swoje wady, ale równocześnie gra się przyjemnie i jak już się zaangażujesz, ciężko jest się oderwać. Jedną z moich ulubionych gier nie zostanie, ale na pewno będę o niej pamiętał, wspominał, a może nawet powrócę, by zagrać od nowa i przejść ją jeszcze raz. Ostateczna ocena: 8/10 Jeżeli moja recenzja pomogła Ci przy podjęciu decyzji nad kupnem, będę wdzięczny, jeśli zaobserwujesz moją stronę kuratora Steam, co na pewno zmotywuje mnie do dalszej pracy.Pokaż więcejPokaż mniej
Gra jest przeciętna, z drewnianą mechaniką. Całą fabułę możnaby skrócić do jednego odcinka bajki dla dzieci. Dla dzieci, bo przebieg jest naiwny i uproszczony. Żeby wydłużyć czas gry, twórcy wydłużyli stosując różne wydłużacze czasu gry. Rozwój postaci w grze opiera się na zdobywaniu kolorowych punktów- czerwonych, zielonych i niebieskich. Niebieskie to punkty nauki, które rosną wolniej od innych. Wraz z przebiegiem gry, cierpimy na niedobór niebieskich, a pozostałych mamy pod dostatkiem. Crafting w części opiera się na surowcach "ludzkich", które są limitowane. Trzeba czekać, aż osioł dostarczy jedną sztukę surowcu dziennie (bez "niedziel", bo ma wolne). Kolejna bolączka, czyli ścieżki w grze. Często trzeba przejść kawał drogi, żeby wykonać jakąś aktywność. Oblokowywana w późniejszym etapie gry winiarnia jest na urwisku, do którego trzeba chodzić naokoło przez szlaban. Częste chodzienie naokoło marnuje krótki czas dnia, który można spożytkować inaczej. Tak samo cmentarz- nie można zbudować drugiego wejścia, trzeba iść głównym. A skoro mowa o budowaniu, to zapomnijcie o budowaniu według swojego konceptu- budować można na kratkowym, ograniczonym i często wybiórczym obszarze. Aha, i nie można przesuwać budowli, trzeba je usunąć (ale rzadkich surowców szkoda...). Ekwipunek w grze jest niedostosowany do realiów gry- za małe stacki, bez możliwości rozbudowy. Często latałem od jednej skrzyni do drugiej, żeby jakoś te surowce upchać. Chociaż latanie to złe słowo, truchtałem będzie bardziej adekwatne do szybkości, z jaką porusza się bohater. Last but not least, przebieg questów. Zazwyczaj NPCe są w raz na "tydzień" (w grze to 6 dni). Zamienialiśmy z nimi dwa zdania, a potem w najlepszym czekaliśmy następny tydzień, żeby przynieś im przedmiot questu. W gorszym, robiliśmy grindfest żeby uzyskać pożądany przedmiot. W najgorszym, szliśmy do jednego NPCa, potem czekaliśmy prawie cały tydzień na odpowiedź drugiego, i tak w kółko macieju. Podsumowując nie polecam tej gry, jeśli masz inne gry do wyboru. Męczący grindfest przypomina chodzenie w za ciasnych butach, a nie rewanżuje to fabuła gry. Przeszedłem grę, ale do niej nie wrócę.Pokaż więcejPokaż mniej
Zabawna, bardzo przyjemna gra przygodowa cRPG z rozbudowanym craftingiem i wciągającą historią. Idealna na relaks po długim dniu pracy! Polecam.Pokaż więcejPokaż mniej
Na początku tytuł wydawał się bardzo ciekawy przez mechanikę cmentarza i grzebania w trupach, ale po krótkim czasie gra stała się po prostu nudna i irytująca przez sposób prowadzenia questów które sprowadzają się do samego donoszenia przedmiotów (często nieintuicyjnych do zdobycia), co zmuszało mnie do szukania pomocy w internecie. Samo prowadzenie cmentarza i kościoła wraz z rozbudowywaniem terenu należącego do gracza jest przyjemne ale to tyle. Uważam że gra to gorsze stardew valley.Pokaż więcejPokaż mniej
Źródło: oryginalne recenzje użytkowników Steam. Głosy pomocne to archiwalny zapis, nie dane na żywo. Ostatnio zebrano: 15.08.2026.



