
Styx: Master of Shadows
Historia cen
Ostatnie 36 miesięcy · aktualizacja codziennaCeny obejmują Steam i 39 autoryzowanych sklepów; uwzględniamy wyłącznie legalne, zweryfikowane oferty. Wykres pokazuje tygodniowe minima na całym rynku oraz oficjalną cenę Steam z ostatnich 36 miesięcy.
Historia cen jest zapisywana w dolarach. Pokazane kwoty przeliczono na PLN po kursie EBC z 2026-10-20 i mają charakter orientacyjny; to, ile faktycznie zapłacisz, widnieje na stronie sklepu.
01O grze Styx: Master of Shadows
Jako Styx przemierzaj ogromne poziomy Wieży Akenash, kradnij skarby i wykonuj misje, nie dając się wykryć. Ciche zabójstwa, aranżowane wypadki oraz bursztynowe moce, takie jak niewidzialność i klonowanie, pozwalają obrać różne drogi przez mrok. Gracze Steam oceniają grę pozytywnie w 83%% spośród 9680 recenzji. Premiera odbyła się 7 października 2014.
Twórcy
Najniższa cena w ciągu 36 miesięcy
≈ 0,00 zł2026-01-15 · Epic Game StoreGra podstawowa · te same dane co na wykresie powyżej; historia w USD, nie regionalne minimum Steam.Obsługiwane języki
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Angielski | Tak | Tak | Tak |
| Francuski | Tak | Tak | — |
| Włoski | Tak | Tak | — |
Pokaż jeszcze 3 języków
| Język | Interfejs | Napisy | Dźwięk |
|---|---|---|---|
| Niemiecki | Tak | Tak | — |
| Hiszpański | Tak | Tak | — |
| Rosyjski | Tak | Tak | — |
Dane wersji Steam na PC · 2026-10-21
02Zanim kupisz
Skradanie i moce bursztynu
Wcielasz się w Styxa, goblina infiltrującego wieżę w mrocznym świecie fantasy. Kradnij, unikaj wykrycia i wykonuj misje; bursztyn pozwala między innymi znikać, widzieć ślady i tworzyć klona.
Kontroler i języki
Wersja Steam na PC ma pełną obsługę kontrolera. Angielski obejmuje pełny dźwięk, a pozostałe wymienione języki obsługiwane mają napisy.
03Często zadawane pytania
O czym jest gra?
Grasz Styxem, goblinem wykonującym misje w wielopoziomowej Wieży Akenash i starającym się nie zostać wykrytym.
Czy można grać w pojedynkę?
Tak. Wersja Steam na PC obsługuje tryb dla jednego gracza.
Jak działa rozwój postaci?
Umiejętności rozwijasz w sześciu drzewkach, a skradzione skarby pozwalają ulepszać wyposażenie.
Popularne recenzje Steam
Wybór w języku ojczystym · 10 recenzjiWybrane pomocne recenzje w tym języku zawierają zarówno pochwały, jak i krytykę. Nie odzwierciedlają ogólnego odsetka pozytywnych ocen; opinie dotyczą recenzowanej wersji.
Nudna jak flaki z olejem i w dużej mierze bardzo powtarzalna. Przejdź, zakradnij się przez las schematycznych do bólu strażninków. Graficznie nie powala jak na grę z 2014, klimat w miarę niemniej jednak wszystko zabija sztuczna inteligencja.Pokaż więcejPokaż mniej
Styx Master of Shadows jest prequelem gry Of Orcs And Men, wcielamy się w Styxa, goblina skrytobójcę, mającego zamiar uwolnić z lochów zamku Akenasch swojego przyjaciela oraz dostać się do Drzewa Życia w celu zdobycia bursztynu. Gra składa się z prologu i 7 misji, ukończenie wszystkiego powinno zająć około 14 h, natomiast mi zajęło około 20 godzin na średnim poziomie trudności, ponieważ trochę eksplorowałem i często eksperymentowałem w celu ominięcia, bądź zabicia strażników. Każda misja oprócz celu głównego posiada też zadania poboczne (kradzież relikwii, czy też morderstwo). Misje polegają na dotarciu z punktu A do B. Po ukończeniu każdej misji otrzymujemy punkty doświadczenia, dzięki którym odblokowujemy nowe umiejętności (przykładowo zabójstwo z powietrza czy stajemy się niewidzialni, tak długo, póki istnieć będzie nasz klon) oraz przeróżne usprawnienia (zwiększenie maksymalnej liczby noży posiadanych przez nas, czy też dłuższe trwanie żywicznego wzroku). Ponadto osoby lubiące wyzwanie mogą spróbować ukończyć misje nie zabijając nikogo, bądź kończąc misję w x czasie lub nie zostając wykrytym. Wracając do naszego bohatera, nasz goblin posiada 3 zdolności: -Niewidzialność, nie muszę tłumaczyć -Klonowanie, czyli tworzenie własnego Rakasha, który może dostać się do niedostępnych dla styxa miejsc, zwrócić na siebie uwagę strażników albo po odpowiednim ulepszeniu, gdy jest schowany w skrzyni, a strażnik przy miejscu ukrycia się klona, on (klon) wciąga go i tam się nim zajmuje. -Żywiczny wzrok, dostrzec można dzięki niemu przeciwników w ciemnościach oraz znajdować trudno widoczne znaki, oznaczające skrytkę z zaopatrzeniem. Gierka nie wprowadza absolutnie nic nowego do swojego gatunku, otrzymujemy zwyczajną, typową skradankę która, pomimo braku innowacji oferuje bardzo dobry gameplay. http://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=471912863 Jedną z wad, która mi jednak specjalnie nie przeszkadzała jest to że po 3 misji, przemierzamy ponownie te same lokacje. Czasami bywało irytujące, to że strażnicy zamku, cechują się średnią AI. Dziwne było, to że strażnik wcale nie zainteresował się tym, że jego kolega nagle zniknął, chociaż przed chwilą smacznie sobie drzemał na warcie i tym podobne wpadki naszych przeciwników. Przeciwnik potrafił nie zauważyć kupki ciał swoich towarzyszy, bądź po morderstwie lub śmierci w wyniku wypadku, wraca do swoich rutynowych czynności dość wcześnie. Kolejną wadą, która patrząc na to że jest to skradanka, nie musowo się czepiać jest walka wręcz. Polega ona tylko na parowaniu ciosów przeciwnika (zwykły strażnik=3 parowania, robotnik=1 parowanie, rycerz=0, chodzi o natychmiastową śmierć), bądź robienia uników. Po odparowaniu kilka razy ciosów możemy w końcu zabić wroga. http://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=471913215 Ostatnią wadą są przeróżne błędy, które na szczęście nie nieumożliwiana ukończenie gry. Skoro już przy nich jesteśmy, nie raz postacie oraz przedmioty przenikały przez ściany, występował częsty problem z synchronizacją ruchów ust z tekstem wypowiadanym przez postacie (bądź brak ruchów), czasami Styx nie chwycił się krawędzi, co kończyło się śmiercią, a także strażnicy blokowali się wzajemnie. Jeżeli chodzi o strażników, to można wymienić zwykłych żołnierzy, kuszników, robotników, czarodziejów, ale z czasem w grze spotkamy też rycerzy, których w odróżnieniu od reszty nie jesteśmy w stanie pokonać w walce, w celu ich zabicia musimy szukać okazji, np. zatruwając żywność, którą regularnie spożywają, bądź zrzucając żyrandole na nich, czyli powodujemy wypadki. Oprócz nich mamy do czynienia z orkami, uwiązanymi na łańcuchach, niczym psy, jak to powiedział główny bohater, a pod koniec elfy, które wyczuwają naszą obecność i tak samo jak z rycerzami też nie możemy walczyć no i parają się także magią. Zapomniałbym jeszcze o owadach, które posiadają bardzo dobry słuch, na szczęście nie widzą. Gdy zauważą nas, jedyne co możemy zrobić to schować się w skrzyni lub beczce (oczywiście jeśli wcześniej tam nie schowaliśmy martwego strażnika). http://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=471913464 Graficznie, gra wygląda przyzwoicie, korzysta z Unreal Engine 3 i powinna ruszyć nawet na słabszych komputerach. Jednak błędy graficzne, o których wcześniej wspomniałem, typu wchodzących w siebie tekstur itp., potrafią irytować. Wielkim plusem są bardzo dobrze wykonane lokacje, duże, dające dosyć szeroką swobodę działania. Plusy -Dobry gameplay -Przyzwoita oprawa graficzna -Ciekawa fabuła -Długość gry -Wysoki poziom trudności -Satysfakcja z grania -Projekty lokacji Minusy -Błędy -Odwiedzanie tych samych lokacji -Taka sobie inteligencja wrogów -Walka wręcz (dla niektórych) Ocena +7Pokaż więcejPokaż mniej
Styx: Master of Shadows to gra, która udaje skradankę, ale w rzeczywistości jest symulatorem wkurwienia. Strata czasu, strata nerwów i strata pieniędzy. Jeśli zastanawiasz się nad zakupem – nie rób tego. Jest mnóstwo lepszych gier, a nawet patrzenie w ścianę daje więcej satysfakcji. Nie polecam. Omijać szerokim łukiem.Pokaż więcejPokaż mniej
Fajna gra 7.5/10 :) Plusy: + Styx i jego teksty + Przyjemna fabuła + Długość rozgrywki + System rozwoju postaci + Wysoki poziom trudności + Podobieństwo do znanych tytułów + Znakomite projekty lokacji (które z czasem stają się powtarzalne...)Pokaż więcejPokaż mniej
sam gameplay w porządku ale gra gdzies od polowy daje nam te same mapy 1/1 tylko z wieksza iloscia przeciwnikow i zmienionymi lokacjami znajdziek xd, na poczatku spoko ale potem gra bardzo spada poprostu sie nudzi a fabuła jedna z gorszych jakie poznalemPokaż więcejPokaż mniej
Po 10 godz. gry nadal gra się bardzo przyjemnie, a jestem dopiero w drugiej misji - jest to dosyć rozbudowanan gra. Niezła grafika. Fabuła w takich grach nie jest celem samym w sobie, ale tu dosyć intrygująco wpleciono historię głównego bohatera, którą nawet z zainteresowaniem można śledzić. Jest to typowa skradanka z elementami zręczneściowymi. Generalnie cały czas wykonujemy misje w olbrzymiej twierdzy (tu akurat wolałbym zróżnicowane lokacje) starając się dotrzeć do skarbu - bursztynu. Jest nawet sensowne drzewko rozwoju, które można tylko odblokować (ulepszać) po wykonaniu misji - im więcej uzbierasz punktów (lepiej przejdziesz misje) tym więcej możesz dołożyć - czyli przechodzenie misji "na pałę" nie ma sensu. Walczymy sztyletem, ale starcie bezpośrednie nie jest celem gry - raczej chodzi o to by przejść misje niezauważenie. Ciekawostką jest możliwość "wyczarowania" ducha, który wprowadza przeciwników w błąd, odblokowuje drzwi, itp. Trzeba trochę pokombinować by znaleźć drogę - czasami nie jest to takie proste. Można się chować, skradać, gwizdać itp. by zwabić przeciwników. Podobno grę można przejść nie zabijając nikogo, ale wg. mnie to raczej bardzo trudne. Polecam fanom Assasin i Thief. Myślę, że gra warta jest wydanych pieniędzy. Plusy: - nawet fajna grafika - rozbudowane misje - dość ciekawa fabuła - elementy humoru - drzewko rozwoju postaci - wiele wyborów wykonania misji (zabić czy nie zabić) - misje wcale nie są łątwe do wykonania - czasami trzeba troszkę pokombinować Minusy: - raczej jednostajna lokacja - twierdza - boję się schematyczności w późniejszym etapie gry, ale tego jeszcze nie wiem - przeciwnicy mogliby mieć większe IQ i zakres widzenia, ale i tak nie jest źle Moja ocena: 8/10Pokaż więcejPokaż mniej
Poczekam na Dishonored IIPokaż więcejPokaż mniej
https://www.youtube.com/watch?v=9xiYpNolhT4 Styx: Master of Shadows przenosi nas do fikcyjnego świata, czerpiącego garściami z nurtów fantasy oraz steampunku i opowiada historię Styxa, wiekowego i niezbyt sympatycznego goblina, specjalizującego się w sztuce skradania, kradzieży oraz skrytobójstw. Zielonoskóry antybohater stoi przez zadaniem przeniknięcia do Twierdzy Akenash, skąd zamierza wykraść serce Drzewa Świata będącego źródłem potężnej żywicy. Opowieść jest na tyle ciekawa i dobrze opowiedziana, że mimo swojej prostej konstrukcji potrafi zainteresować gracza. Posiada parę zaskakujących zwrotów akcji, które sprawiają, że sam aż chce on popchnąć historię do przodu, by poznać dalszy rozwój wydarzeń. Charakteru dodatkowo nadaje jej wyrazisty protagonista oraz jego zabawne, choć równie często wulgarne, teksty. Styx to trzecioosobowa skradanka z elementami platformowymi i RPG. I to taka prawdziwa, oldskulowa skradanka, w której niezwykle ważne jest działanie po cichu, a wykrycie bardzo często kończy się porażką. Znajdziemy tu wszelkie charakterystyczne dla tego typu gier mechaniki. Możemy przenosić oraz chować ciała, spoglądać przez dziurki od klucza, gasić pochodnie, by było nas trudniej zobaczyć. Miękkie podłogi tłumią odgłosy naszego poruszania się, a mniejsze przedmioty przewracają się i hałasują, gdy je potrącimy. W razie wykrycia możemy ratować się opartą o kontrataki walką, ale ona akurat nie daje graczowi zbyt wiele możliwości, zwłaszcza w starciu z kilkoma przeciwnikami. Dlatego podczas infiltrowania twierdzy będziemy głównie trzymać się cienia i korzystać z licznych dostępnych kryjówek oraz osłon. Chociaż... może zamiast tego posłużymy się wspinaczkowymi umiejętnościami protagonisty i przemkniemy do celu po gzymsach i wystających belkach, ponad wzrokiem strażników? To akurat zależy głównie od nas, bo poziomy dają nam dużo swobody działania. W tym aspekcie twórcy naprawdę spisali się na medal. Plansze są rozbudowane, i mimo iż prowadzi nas po nich znacznik, to sprawiają wrażenie otwartych. Obfitują w korytarze oraz pomieszczenia, które łączą się w mnogie ścieżki do celu i do których eksploracji zachęcają dodatkowo lekko fabularyzowane, wplecione w misje zadania poboczne oraz znajdźki. Do zebrania są m. in. medale. Raczej łatwe do odszukania, ale zazwyczaj kręcą się przy nich strażnicy i samo ich zdobycie wymaga odrobinę zachodu. Jednak o wiele ciekawiej prezentują się relikwie. Przypadają po jednej na poziom i są stosunkowo dobrze ukryte, przy czym do odnalezienia każdej mamy wskazówkę w postaci symbolicznego rysunku. Jedynym poważnym problemem związanym z level-designem jest backtracking. Praktycznie wszystkie lokacje odwiedzamy więcej niż raz, co powoduje pewien niesmak. Chociaż o dziwo, ze względu na ich otwartość, nie jest on tak duży jak można by się spodziewać. Przy kolejnej wizycie w danym miejscu zmienia się rozmieszczenie strażników, a gra stara się prowadzić nas nieco innymi ścieżkami i raz czy dwa nawet nie zorientowałem się od razu, że wróciłem do wcześniejszej lokacji. Za przechodzenie misji, wykonywanie zadań pobocznych oraz zbieractwo otrzymujemy punkty, którymi rozwijamy drzewko zdolności Styxa. A jest tu co rozwijać. Warsztatu umiejętności goblina nie powstydziłoby się nawet Bractwo Asasynów. Otwarte walki może i kończą się przeważnie śmiercią antybohatera, przy czym nie oznacza to wcale, iż jest on zupełnie bezsilny wobec wrogów. Techniki zabójstw z powietrza, zza osłon czy z gzymsów ma w małym palcu i nie waha się też odwoływać do mniej czystych zagrań, takich jak zatruwanie jedzenia strażników lub zrzucanie żyrandoli na ich głowy. Aczkolwiek trzeba pamiętać, iż gra promuje bardziej pokojowe działanie i przyznaje dodatkowe punkty umiejętności za bezkrwawe oraz ciche przechodzenie poziomów. Styx potrafi jeszcze korzystać z mocy żywicy, pozwalającej mu wyostrzyć zmysły, stać się chwilowo niewidzialnym oraz tworzyć i kontrolować swoje klony. Szczególnie ciekawie prezentuje się ta ostatnia zdolność, będąca czymś świeżym na tle innych gier tego typu. Klony nie są doskonałymi kopiami goblina. Bezpośrednio nie stanowią żadnego zagrożenia dla jego wrogów, lecz świetnie nadają się odwracania ich uwagi i tworzenia dywersji. Co więcej za punkty umiejętności można je nauczyć dodatkowych sztuczek, takich jak eliminowanie z kryjówki przechodzących obok nieprzyjaciół. Gra reprezentuje dość staroszkolne podejście do rozgrywki. Nie ma tu automatycznego odnawiania życia ani żywicznej many. Zamiast tego używamy mikstur, których protagonista w swoim ekwipunku zbyt wiele nie mieści. Okazje do ich uzupełnienia także nie zdarzają się aż tak często, a jak już się przytrafią, to podobnie jak znajdźki wymagają od gracza dodatkowych działań. Tyczy się to nie tylko mikstur, ale i wszelkich innych zasobów, jak chociażby noży do rzucania, czy kul piasku służących do gaszenia z daleka pochodni. Dlatego trzeba z nich korzystać rozważnie, tym bardziej, że samo skradanie potrafi być wymagające. Bywa, iż trasy patrolu wartowników są tak wytyczone, iż prześlizgnięcie się między nimi wymaga niemalże doskonałego wyczucia lub nawet jest niemożliwe bez korzystania z niewidzialności lub wcześniejszego przygotowania dywersji. Rozgrywka wymaga cierpliwości. Częste zapisywanie gry i podchodzenie do jej fragmentów po kilka razy to norma. Naturalnie poziom trudności zależy w dużej mierze od ambicji gracza. Osoby nie zrażające się przy każdym wykryciu i nie bojące się ubrudzić rąk krwią wroga będą miały łatwiej niż ci, którzy usiłują nie zostawić po swoim działaniu żadnego śladu. Ja wybrałem ten drugi styl gry i dojście do napisów końcowych na normalnym poziomie trudności zajęło mi około dwudziestu godzin. I jestem przekonany, że przy innym podejściu zmieścił bym się w poniżej piętnastu. Wróćmy jeszcze na chwilę do modelu walki. Otwarte starcia z wrogami są trudne, co w przypadku skradanki ma sens. Bezsensowne jest za to to, iż na dobrą sprawę nie możemy z nich uciec, bo kamera przykleja się do najbliższego oponenta i uparcie się go trzyma. Mnie to akurat nie przeszkadzało, bo przy wykryciu i tak wczytywałem wcześniejszy zapis, ale dla casualowych graczy może to być problem. Omawiany tytuł jest produkcją niewysokobudżetową, co objawia się w różnych niedoróbkach. Model wspinaczki sprawia wrażenie nie do końca oskryptowanego, Styx nie potrafi m. in. skręcać, poruszając się po krawędziach i nie zawsze skacze tam, gdzie byśmy chcieli. Braki widać też w sztucznej inteligencji. Postacie różnych gatunków w ogóle na siebie nie reagują, a ponadto miewają problemy ze znajdywaniem drogi. Zdarzają się też błędy. Raz gra nie zaliczyła mi wykonania jednego z dodatkowych zadań, a innym razem automatycznie zapisała się w momencie śmierci Styxa. Fakt, były to pojedyncze przypadki, ale były. Ograniczony budżet przejawia się również w oprawie wizualnej. Lokacje i postacie mają nawet ładny lekko baśniowy styl, ale wyglądają, jakby zostały wykonane wiele lat przed premierą gry. Najlepiej widać to podczas cutscenek. Te nie dość, że atakują nas drętwymi animacjami postaci, to jeszcze ukazują niedoskonałości ich modeli. W oczy rzuca się także słaby anty aliasing, oparty jedynie o efekty postprocesowe. Super sampling nie został zaimplementowany w ogóle i co najwyżej można go wymusić przez zewnętrzne aplikacje. Lepiej wypada za to ścieżka dźwiękowa, która całkiem skutecznie buduje nastrój podczas skradania. Podsumowując, Styx: Master of Shadows to prawdopodobnie jedna z lepszych skradanek, jakie ukazały się w ciągu ostatnich lat. Zawdzięcza to głównie rozbudowanej mechanice rozgrywki oraz świetnym projektom poziomów, choć swoje dokładają też nie najgorsza fabuła i charakterystyczny protagonista. Zdecydowanie jest to pozycja niedoceniona, aczkolwiek daleka od ideału i nie dla każdego. Niedoróbki w połączeniu z dość wysokim poziomem trudności potrafią odstraszyć, jednak gracze lubiący staroszkolne podejście do rozgrywki i szukający w grach wyzwania z pewnością znajdą tu coś dla siebie.Pokaż więcejPokaż mniej
Ze Styxem zetknąłem się już w grze Of Orcs and Men w której to goblin występował w duecie z orkiem Arkailem. Był to całkiem ciekawy tytuł, gdzie obserwowaliśmy akcję niejako ze strony dotychczasowych erpegowych oponentów. Gra miała swoje bolączki jak liniowe etapy czy irytującą miejscami walkę, ale po latach wspominam ją całkiem miło. Master of Shadows jest zaś skradanką pełną gębą. Każda z misji składa się z trzech, czterech etapów rozgrywających się na osobnych mapkach. I te lokacje są dość rozległe i rozbudowane. Już w drugiej misji poczułem, że poszczególne etapy mogłyby być krótsze, gdyż zacząłem odczuwać dość spore znużenie. Choć na początku wydaje się, iż gra daje nam multum ścieżek to jest to jednak tylko pozór. Mapy są w tak dużym stopniu zawalone przeciwnikami, że nie sposób pierdnąć bez alarmowania wszystkich. Często widzi się dwóch, trzech strażników idących gęsiego jeden za drugim. Ostatecznie rozgrywka sprowadza się do metody save&load w nadziei, iż uda nam się posunąć choć o krok do przodu. O tyle dobrze, że grę można zapisywać w dowolnym momencie. Skradanki powinny być zerojedynkowe z dość precyzyjnym rozmieszczeniem przeciwników, ścieżek po których się poruszają tak by każdy poziom stanowił łamigłówkę samą w sobie. Tutaj mam wrażenie, że zrobiono wszystko bez ładu i składu, stąd ta chaotyczność i brak frajdy z przechodzenia etapów. Przeciwnicy nie należą do najbystrzejszych, ale jak już wspomniałem nadrabiają liczebnością. Niekiedy jest ich tylu, że pozostaje nam albo wybić wszystkich by przejść albo skorzystać z niewidzialności. Pod względem stłoczenia oponentów na metr kwadratowy Styx: Master of Shadows na pewno przoduje wśród skradanek. Twórcy lokacji też nie wykazali się przesadną pomysłowością. Niekiedy widziałem ciekawe potencjalne ścieżki by dostać się w jakieś miejsce szybciej omijając wszystkich przeciwników, jednak nie było takiej fizycznej możliwości. Styxowi zawsze brakowało trochę by przeskoczyć jakąś przepaść albo napotykał na niewidzialną ścianę. Często nie było dość oczywistych ścieżek. Styx może się wciskać w ciasne miejsca i tunele, jednak tam gdzie by się przydały nie było ich. Tak samo ma się sprawa z hakami do wspinaczki. Wielu źródeł światła nie zgasimy. Wkurzające jest to, że jak Styx złapie się krawędzi to zamiast wisieć automatycznie się podciąga. Ileż razy przez to przeciwnik mnie zauważył! Mamy opcję zatruwania jedzenia, ale chyba ani razu nie udało mi się w ten sposób wyeliminować przeciwnika. Jakby ludzkich przeciwników było za mało to twórcy wpadli na pomysł robali, które reagują na każdy, choćby najmniejszy szmer. To mogłaby być całkiem ciekawa opcja napuszczania ich na strażników, ale nic takiego nie ma miejsca. Często widziałem sytuacje kiedy zaalarmowane robale biegły w jakieś miejsce i przechodziły obok ludzi jak gdyby nigdy nic. Styx ma do dyspozycji kilka ciekawych sztuczek. Dysponuje mocami opartymi na żywicy. Może w ten sposób stawać się niewidzialny, uruchamiać tryb specjalnego widzenia podświetlający interaktywne obiekty czy tworzyć klona. Ten może odciągać przeciwników czy dostawać się w niedostępne dla Styxa miejsca. Oprócz tego mamy też standardowe noże do rzucania czy piasek pozwalający gasić pochodnie na odległość. Choć wydaje się, że opcji jest całkiem sporo to na dłuższą metę są one dość ubogie. Noży do rzucania możemy nosić dwa. Inwestując w rozwój danego drzewka możemy zwiększyć limit o cały jeden nóż. Cóż za rozpusta! Żywicy, która jest odpowiednikiem many pozwalającej korzystać z mocy też jest zawsze za mało i niezbyt często można skorzystać z niewidzialności. W trzeciej misji na dość długo utknąłem w jednym miejscu, gdy musiałem przejść przez wąskie przejście pilnowane przez dwóch orków i jednego ludzkiego przeciwnika. Po kilkunastu próbach wreszcie udało mi się przebiec i przeżyć, ale było to frustrujące doświadczenie. Naprawdę twórcy nie mogli stworzyć kilku alternatywnych ścieżek a jedynym przebłyskiem ich geniuszu było umieszczenie dwóch orków zabijających nas jednym ciosem kiedy tylko się do nich zbliżymy? Finezja godna topora uderzającego w czerep. A jeszcze zabawniejsze było to gdy po cut-scence wracałem przez tą samą lokację nagle okazało się, że przeciwnicy których wyeliminowałem magicznie się odrodzili albo pojawili się nowi. Nawet żyrandol, który na nich zrzuciłem magicznie wrócił na swoje miejsce. Tak się nie robi skradanek, na Boga! Zwykle po każdej misji trzeba się wracać do kryjówki przez te same lokacje. A więc najpierw idziemy z punktu A do B, a w kolejnej misji w ramach urozmaicenia z punktu B do A. Tak jakby gra i bez tego nie była dostatecznie nużąca. Nie można było zrobić tego tak, że po wykonaniu danej misji kolejną automatycznie rozpoczynalibyśmy z kryjówki? Wówczas gra byłaby o połowę krótsza. Choć formalnie mamy siedem misji to nie licząc tych powrotów przez te same lokacje mamy de facto trzy misje + finał. Ostatecznie pod koniec trzeciej misji zacząłem myśleć o porzuceniu gry, a w czwartej tylko utwierdziłem się w tym, iż Styx nie oferuje nic co mogłoby mnie utrzymać przy tej produkcji poza zwykłą chęcią odhaczenia gry jako ukończonej. Kiedyś starałem się za wszelką cenę kończyć każdą grę, którą zacznę, dziś już powoli zmieniam podejście i nie zamierzam walczyć z grą, która utrudnia mi obcowanie z nią (w jakikolwiek sposób) tylko dobrze się przy niej bawić. A jeśli ta ma do zaoferowania jedynie frustrację i nudę to nie warto tracić czasu. Pod względem realizacji czuć powiew budżetowości. Cut-scenki fabularne zrealizowane są przeważnie w formie obrazkowej, a i te statyczne obrazki często się powtarzają. Wiadomo, że po ponad 10-letniej grze nie ma co oczekiwać cudów w kwestii grafiki, ale ta jest przyzwoita, zwłaszcza, iż niedostatki oprawy przysłania mrok. Muzyka z kolei jest nużąca. Ciągle słyszymy jakieś zawodzące skrzypki. Długie misje z obowiązkowym backtrackingiem połączone z tą jednostajną muzyką powodowały efekt usypiający. Przyznam, iż po lekko frustrującym (głównie przez to, iż założyłem granie bez zabijania i wykrycia) Dishonored 2 liczyłem, że Styx zapewni mi satysfakcjonujące skradanie w staroszkolnym stylu, ale okazał się jeszcze bardziej irytujący. Niespecjalnie zaprojektowane mapy przeładowane przeciwnikami pozbawione ciekawych ścieżek i rozwiązań. Nie skreślam jednak sequela, może wyeliminuje przynajmniej część bolączek pierwowzoru. Tymczasem wracam do swojej skradankowej strefy komfortu jakim w ostatnich latach jest seria Splinter Cell dająca mi najwięcej satysfakcji.Pokaż więcejPokaż mniej
Źródło: oryginalne recenzje użytkowników Steam. Głosy przydatności to archiwalna migawka, nie dane na żywo. Ostatnio zebrano: 15.08.2026.